177 mln mieszkańców Bangladeszu wkracza w nową polityczną erę. W kraju udało się przeprowadzić – to zasługa tymczasowego premiera, ekonomisty i laureata Pokojo-wej Nagrody Nobla Muhammada Yunusa – pierwsze od prawie dwóch dekad w miarę wolne i konkurencyjne wybory. Dwie trzecie miejsc w parlamencie zdobyli centroprawi-cowcy z Nacjonalistycznej Partii Bangladeszu (BNP). Co oznacza, że mają wystarczają-cą większość, by nieskrępowanie zainicjować realizację obietnic o przywróceniu stabil-ności i demokracji, wyplenieniu korupcji, wyhamowaniu cen żywności, pobudzeniu go-spodarki i stworzeniu miejsc pracy dla rzeszy bezrobotnych.
Na reformy czekają zwłaszcza najmłodsi obywatele. W tym uczestnicy „powstania lipcowego” z 2024 r. Wielkie protesty i krwawe starcia z policją, w których zginęło praw-dopodobnie 1,4 tys. osób, obaliły wieloletnią premierkę Szejkę Hasinę, obecnie chronią-cą się w Indiach. Między protestujących i siły reżimu wkroczyło wojsko, które w rzadkim geście odpowiedzialności złożyło władzę w ręce Yunusa, niewątpliwego autorytetu. W skład jego rządu weszli m.in. politycy i przedstawiciele powstańców. Nowicjusze nie zdołali jednak przełożyć ulicznej energii na liczbę mandatów, zdobyli ich tylko kilka. Zgodnie z tradycją: przez pół wieku niepodległości rządziły przede wszystkim dwie par-tie – BNP lub ugrupowanie Hasiny, ale to ostatnie zostało wykluczone z tych wybo-rów.
W rezultacie do zmian zainicjowanych przez młodych prowadzić ma przedstawiciel najbardziej wpływowego klanu w kraju. Premierem będzie 60-letni Tarik Rahman, który tuż przed wyborami wrócił z dobrowolnej emigracji w Londynie. Jego matka była dwu-krotną premierką. Tata też był premierem, założycielem partii i jeszcze jednym z ojców banglijskiej niepodległości.