Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Co Grok, to prorok

Unijny akt o usługach cyfrowych ma chronić obywateli. Potrzebujemy cyfrowej suwerenności Europy

„W DSA są zapisy o transparentności działalności big techów. Nie tylko Unia ma z tym problem, wiele państw jest pod presją Donalda Trumpa i jego sojuszników z Doliny Krzemowej” „W DSA są zapisy o transparentności działalności big techów. Nie tylko Unia ma z tym problem, wiele państw jest pod presją Donalda Trumpa i jego sojuszników z Doliny Krzemowej” Shutterstock
Dlaczego Europa, choć nie musi, kapituluje przed amerykańskimi big techami i czym to nam grozi – wyjaśnia Marietje Schaake, badaczka cyberbezpieczeństwa i była europosłanka.

MATEUSZ MAZZINI: – Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę wdrażającą w Polsce unijny Akt o usługach cyfrowych (DSA). Naszemu krajowi grożą z tego tytułu kary finansowe. Zapłacimy też politycznie?
MARIETJE SCHAAKE: – Za takie decyzje płacą zawsze obywatele. Spójrzmy na Elona Muska – jego celem jest nie tylko zniszczenie Unii Europejskiej. Jest gotów wykorzystać własne platformy internetowe i kontrolowane przez siebie algorytmy do wpływania na wyniki wyborów. A nikt nie powinien zgadzać się na obcą ingerencję we własny proces wyborczy. Dzisiaj wszyscy jesteśmy uzależnieni od tych platform i to sprawia, że nasze społeczeństwa są narażone na tego typu ingerencję. Dlatego Polacy powinni zrozumieć, że takie regulacje jak DSA są tworzone po to, żeby ich chronić, m.in. przed atakami na ich własny proces wyborczy.

Taki był cel autorów Aktu?
Tak, choć akurat Komisja Europejska mogłaby być bardziej ambitna. Jednak Ursula von der Leyen patrzy na to inaczej – wszystkie decyzje Unii rozpatruje w szerszym kontekście relacji transatlantyckich, próbuje unikać konfrontacji. Dlatego nie wystarczy przyjąć nowego prawa – trzeba mieć jeszcze wolę, aby z niego korzystać.

W polskim przypadku raczej jej brak.
Wszystko rozbija się o kwestie polityczne. Czy UE chce zachować zdolność legislacyjną, czy jest skazana na tworzenie aktów prawnych, które pozostają martwe w praktyce? Sytuacja, w której polski prezydent wetuje wprowadzenie unijnego aktu we własnym kraju, działa po prostu na szkodę wspólnoty, bo osłabia jej moc sprawczą.

Skąd ten brak woli politycznej? Nie można chyba za wszystko obwiniać Trumpa? Tym bardziej że takie regulacje łatwo zaprezentować jako ochronę obywateli w sieci.

Polityka 10.2026 (3554) z dnia 03.03.2026; Świat; s. 52
Oryginalny tytuł tekstu: "Co Grok, to prorok"
Reklama