Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Jezus nas odblokuje

Jezus nas odblokuje. „Bez rozrywek, internetu i prądu da się żyć. Bez wiary już nie!”. Kuba czeka na zmianę

Młodzi uciekają z Kuby. W ciągu ostatnich sześciu lat wyjechała stąd jedna piąta całej populacji kraju. Młodzi uciekają z Kuby. W ciągu ostatnich sześciu lat wyjechała stąd jedna piąta całej populacji kraju. EPA/Yander Zamora / PAP
Jeśli Kuba, jak mówią, znajduje się w przededniu apokalipsy, to będzie ona chyba wyjątkowo spokojna, wręcz leniwa.

Nie czuć atmosfery buntu, społecznego niezadowolenia. Jest raczej oczekiwanie na zmianę, która zdaniem Kubańczyków tym razem się wydarzy, bo już nie ma innego wyjścia. Odchodzą ci, którzy walczyli o rewolucję i którzy jej coś zawdzięczają, a młodzi umierać za socjalizm nie chcą. Ten zwykle energiczny, optymistycznie nastawiony do świata naród stał się bierny, zniechęcony, rzucający się sam na pastwę kaprysów amerykańskiego prezydenta.

Tylko Alejandro zachowuje się, jakby nie było mu wszystko jedno. Motywuje swoich wiernych, by zmianę zaczęli od siebie. – Musisz uwierzyć, że wszystko zależy od ciebie! Jeśli nie będziesz się starać, On do ciebie nigdy nie przyjdzie! Nie uzyskasz bogactwa, nie unikniesz chorób! On musi zobaczyć, jak bardzo ci na nim zależy!

Eksklamacje prowadzącego nabożeństwo Alejandra słychać z odległości kilkudziesięciu metrów. Co też nie powinno nikogo dziwić, bo wierni modlą się w kuchni jego mieszkania, na parterze zniszczonej kamienicy w starej Hawanie. Jest leniwe niedzielne popołudnie, dochodzi godz. 16. Zamilkli nawet uliczni grajkowie, którzy wieczorną rundę koncertów na starówce zaczną mniej więcej za godzinę. Tymczasem energiczny mężczyzna w średnim wieku, którego oglądam z ulicy zza białych krat umieszczonych w oknach, dopiero się rozkręca. Słucha go kilkanaście osób, na ich twarzach maluje się cały szereg różnych emocji. Jedni są skupieni, inni wyglądają wręcz na przerażonych. O taką reakcję nietrudno przy krzykach pastora, ubranego w kraciastą koszulę z krótkimi rękawami i jasne płócienne spodnie. Niezaznajomieni z kontekstem mogliby uznać, że to jakiś akt rodzinnej czy sąsiedzkiej przemocy, bo zarówno ton, jak i treść uwag wygłaszanych przez Alejandra do miłych nie należą. Tutaj jednak nikt się nie obraża, nie czuje prześladowany.

Polityka 11.2026 (3555) z dnia 10.03.2026; Świat; s. 53
Oryginalny tytuł tekstu: "Jezus nas odblokuje"
Reklama