Szwecja mówi „A”
Szwecja chce powrotu do swojego programu nuklearnego. Co na to sojusznicy?
Relacje polsko-szwedzkie ostatni raz były tak dobre jeszcze przed potopem, o czym świadczy zeszłotygodniowa wizyta króla Karola XVI Gustawa nad Wisłą. Zagrożenie rosyjskie wymusza współpracę zbrojeniową – Szwedzi zbudują dla Polski trzy okręty podwodne – ale też zbliża perspektywy w sprawach bezpieczeństwa. Szwecja, obok Polski, to kolejny kraj północnej Europy, który myśli o bombie. Przy czym Szwedzi są od nas znacznie dalej.
Jeszcze niedawno szwedzka debata na temat broni jądrowej dotyczyła tylko rozbrojenia. Jednak idealizm i pacyfistyczne ambicje przeminęły. Szwecja, która w 1968 r. podpisała Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT), zaczyna dyskutować o własnym programie nuklearnym. „Dopóki niebezpieczne kraje mają broń jądrową, dopóty porządne demokracje też muszą mieć do niej dostęp” – mówi premier Szwecji Ulf Kristersson. Jego rząd bierze udział w rozmowach o broni jądrowej, które są prowadzone w ramach NATO. Brytyjski „Daily Telegraph” informuje o rozmowach Szwecji z Francją i Wielką Brytanią w sprawie ewentualnego dołączenia do ich programu odstraszania nuklearnego.
Ale Szwedzi myślą też o własnej bombie. Zwolennikiem powrotu do szwedzkiego programu nuklearnego jest m.in. Jimmie Åkesson, lider drugiej co do wielkości partii w Riksdagu – nacjonalistycznych Szwedzkich Demokratów. Parlamentarzyści tego ugrupowania deklarowali ostatnio, że są również zwolennikami rozmieszczania na terenie kraju obcej broni jądrowej, chociaż przed wejściem do NATO uzgodniono, że nie nastąpi to w czasie pokoju.
O dołączeniu do europejskiego programu atomowego rozprawia wicepremierka Ebba Busch, liderka Chrześcijańskich Demokratów, a znajdujący się dziś w opozycji Socjaldemokraci nie protestują.