Kryzys w cieśninie Ormuz. Trump grozi NATO w swoim stylu: pomożecie albo będzie źle. Odzew jest mizerny
Jeszcze w sobotę tylko sugerował hipotetyczną wielonarodową misję w cieśninie Ormuz, ale w niedzielę już twardo zażądał udziału sojuszników z NATO i innych państw „dostających ropę z Zatoki Perskiej” w operacji przywrócenia i ochrony ruchu na jednym z najważniejszych szlaków handlowych świata.
Donald Trump zmierza w dobrze znanym kierunku – stawia maksymalistyczne żądania bez żadnej wstępnej konsultacji, narady czy uzgodnienia. Towarzyszy temu groźba: jeśli sojusznicy się nie zbiorą, będzie to mieć „bardzo złe skutki dla NATO”. Widzieliśmy to już w przypadku Grenlandii. Trump najpierw zażądał przejęcia duńskiej wyspy przez USA, a gdy to okazało się niewykonalne, wymusił skierowanie do Arktyki większych zasobów wojskowych Sojuszu.
O ile jednak północne morza i wyspy to naturalny obszar działania oraz traktatowy rejon odpowiedzialności organizacji, która w nazwie ma Północny Atlantyk, o tyle cieśnina Ormuz leży daleko poza tymi granicami. Paradoks polega na tym, że historia ostatnich 25 lat pokazuje, iż NATO – lub jego członkowie działający w koalicjach – częściej brali udział w operacjach na Bliskim Wschodzie niż na Dalekiej Północy. W tym sensie Trump podąża ścieżką wydeptaną przez innych prezydentów USA, choć w swoim stylu: bezceremonialnie i obcesowo.
Czytaj także: Trump i Putin, spółka czystego zysku. Rosja i USA świetnie wychodzą na wojnie z Iranem
Trump: żądam
Kogo konkretnie Trump wzywa do przymusowej pomocy? We wpisach na swoim ulubionym medium społecznościowym Truth Social bezpośrednio wspominał w sobotę o Francji, Japonii, Korei Południowej, Wielkiej Brytanii i Chinach – oraz o „innych”.