Trump i Putin, spółka czystego zysku. Rosja i USA świetnie wychodzą na wojnie z Iranem
Dobry dzień dla Rosji, fatalny dla Ukrainy, zły dla całej Europy – Stany Zjednoczone zawieszają na miesiąc sankcje dotyczące rosyjskiej ropy. Ma to częściowo uspokoić rynki, a także państwa azjatyckie, które najbardziej cierpią z powodu niemal całkowitej blokady cieśniny Ormuz. Będzie można kupować rosyjski surowiec znajdujący się już na statkach – znaczna ich część to tzw. flota cieni, używana przez Rosjan do eksportu przede wszystkim ropy w celu obchodzenia dotychczas obowiązujących sankcji. Kraje unijne ani Wielka Brytania nie przyłączają się do tej decyzji. Europejscy politycy są przerażeni, ale nic nie mogą zrobić. Dla Rosjan to świetna wiadomość – zwłaszcza że przychody z eksportu surowców energetycznych w dwóch pierwszych miesiącach tego roku były słabe i wydawało się, że sankcje działają coraz skuteczniej. Teraz Rosjanom łatwiej będzie finansować deficyt budżetowy – i oczywiście inwazję na Ukrainę. Podobne zawieszenie sankcji obejmujących zakup rosyjskiej ropy Amerykanie zastosowali 5 marca wobec Indii – teraz rozszerzają je na inne państwa.
Czytaj także: Droga ropa, braki w uzbrojeniu. Tak Iran skomplikował sprawy w Ukrainie
Droga ropa i gaz. USA i Rosja liczą zyski
Wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem trwa dwa tygodnie, ale już można wskazać dwa kraje, które najwięcej na niej zarabiają. To właśnie Stany Zjednoczone i Rosja. Sam Donald Trump, broniąc decyzji o ataku, szczerze wskazuje, że skoro jego kraj jest największym producentem ropy i gazu na świecie, to właśnie on korzysta na ogromnych wzrostach cen surowców. Cena za baryłkę (159 litrów) ropy Brent wynosi obecnie ok. 100 dol. – przed atakiem na Iran było to niespełna 70 dol. Spadku notowań nie przyniosło nawet uwolnienie części rezerw ropy przez największe państwa świata. To zapewne dlatego Trump zdecydował o zawieszeniu rosyjskich sankcji. Na drogiej ropie Ameryka rzeczywiście zarabia, ale chodzi głównie o koncerny naftowe. Zwykli mieszkańcy na tym oczywiście tracą (skoro rosną ceny na stacjach benzynowych). A to oni jesienią będą głosować w wyborach śródokresowych do Kongresu.
Stany Zjednoczone i Rosja korzystają nie tylko na drogiej ropie, ale też gazie. Europejskie notowania tego surowca znacznie wzrosły po ataku na Iran, bo produkcji i eksportu zaprzestał Katar. On dostarczał surowiec głównie do Azji, ale skoro go zabrakło, teraz konkurencja pomiędzy państwami o dostępny gaz jest znacznie większa. Jedna megawatogodzina gazu na rynku europejskim kosztuje ok. 50 euro – dwa tygodnie temu było to 30 euro. Chwilowo cena dochodziła w ostatnich dniach nawet do 65 euro. Tymczasem jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu irańskiego aż 60 proc. skroplonego gazu trafiającego do Europy (w dużej mierze zastąpił on rosyjski surowiec po wprowadzeniu sankcji) pochodziło ze Stanów Zjednoczonych. Teraz ich znaczenie jeszcze wzrośnie – tak samo jak cena, którą będziemy musieli im płacić. W ten sposób rzeczywiście można finansować wojnę, skoro z jej powodu rosną ceny surowców, na eksporcie których zarabia atakujący.
Czytaj także: Płoną tankowce w cieśninie Ormuz, mnożą się teorie. A może w tym chodzi o Chiny?
Trump i Putin zarabiają na swoich wojnach
Rosja może się martwić bombardowaniem swojego bliskiego sojusznika, ale nie okazuje mu specjalnego współczucia. Przeciwnie, liczy zyski z drożejącej ropy i gazu, a przy tym może triumfalnie przekonywać, że nie da się jej pominąć w czasie kryzysu energetycznego. Jeszcze niedawno musiała szukać partnerów, którzy chcą z nią handlować i nie boją się amerykańskich sankcji. Aby ich przekonać, oferowała ceny niższe od rynkowych. Teraz nagle wraca w pełni legalnie na światowy rynek – teoretycznie tylko na miesiąc, ale w praktyce być może na dużo dłużej. Póki dostawy ropy i gazu z Zatoki Perskiej nie zostaną przywrócone, ceny surowców z pewnością znacząco nie spadną. Nawet gdyby ataki Izraela i Stanów Zjednoczonych szybko się skończyły (obiecuje to przywódca Ameryki, premier Izraela niczego takiego nie mówi), powrót do normalnej produkcji potrwa zapewne przynajmniej kilka tygodni. Mamy zatem do czynienia z sytuacją dość przerażającą. Donald Trump zarabia, sprzedając amerykański sprzęt Ukrainie napadniętej przez Władimira Putina. A Władimir Putin zarabia, sprzedając drogo i legalnie ropę dzięki wojnie rozpoczętej przez Donalda Trumpa. I jak ci dwaj przywódcy mają się nie lubić?