Skazani na zakażenie
Uwaga! HIV atakuje nastolatki. Młodzież nie odróżnia faktów od mitów, zostaje z testem sama
Janek miał 17 lat, 190 cm wzrostu i ważył zaledwie 50 kg. Kiedy trafił do warszawskiej Kliniki Chorób Zakaźnych Wieku Dziecięcego, przypominał raczej cień człowieka niż nastolatka u progu dorosłości. Jego dramat zaczął się półtora roku wcześniej w rodzinnym domu, gdy odważył się powiedzieć prawdę o swojej orientacji. Jest gejem. Ojczym kazał mu zniknąć, a matka i rodzeństwo nie stanęli w jego obronie. Dom, który powinien być schronieniem, stał się obcy.
Chłopak podzielił się tajemnicą z przyjacielem, a ten ją upublicznił. Znów zamiast akceptacji kolegów – szyderstwa i izolacja. Przestał chodzić do szkoły, uciekał z domu na całe tygodnie. Nauczyciele zawiadamiali rodziców, ale na tym kończyło się ich zaangażowanie. Matka nie drążyła, czy ma co jeść, gdzie sypia. Przez półtora roku dryfował w próżni, znajdując sponsorów, którzy kupowali jego ciało i czas.
Gdyby nie wysypka, która zaniepokoiła matkę wizją zakażenia domowników, Janek prawdopodobnie nie trafiłby do lekarza. Odkryto, że to kiła, ale pod jej maską ukrył się HIV. Kiedy przyjmowano go na oddział, zakażenie było już zaawansowane, stwierdzono AIDS i chłoniaka mózgu. Chłopiec został uratowany, jednak – jak opowiada prof. Magdalena Marczyńska, szefowa wspomnianej kliniki – historia tego pacjenta to nie odosobniony przypadek, lecz wierzchołek góry lodowej.
Odlot bez recepty
Na ratunkowe i specjalistyczne oddziały w Polsce trafia coraz więcej nastolatków wymagających profilaktyki HIV. Jeszcze 2–3 lata temu interwencje po gwałtach czy napaściach zdarzały się sporadycznie – kilka rocznie, przynajmniej w Warszawie. Dziś normą jest kilkoro 13–17-latków w ciągu miesiąca. Coraz częściej przyczynami są: spotkania umawiane przez internet, imprezy w klubach, gdzie alkohol miesza się z narkotykami i lekami.