Strategia dekapitacji. Czy Moskwa i Pekin mogą się bać tego, co dzieje się w Iranie?
Znaną wojskowym strategom od setek lat receptą na zwycięstwo jest atakowanie nie tylko wojsk przeciwnika, walczących na danym odcinku frontu, i jego „środka ciężkości” – centrum władzy i siły, często pokrywającego się z politycznym zwierzchnictwem nie tylko nad armią, ale też nad zasobami ekonomicznymi kraju. To podejście mówi o tym, że zamiast machające bronią ręce i nogi, lepiej zaatakować i zniszczyć sterujące nimi głowę, kręgosłup, krwiobieg i system nerwowy – paraliżując lub zabijając przeciwnika na miejscu.
Jest to niejako przeniesienie na wymiar strategiczny reguł walki w bezpośrednim kontakcie. To, że najlepiej celować w głowę i klatkę piersiową, wie każdy dobrze wyszkolony żołnierz w sytuacji starcia bezpośredniego. Dokładnie tak ma się dziać w konflikcie państw. „Głowa” to centrum decyzyjne z przywódcami politycznymi i wojskowymi, a „klatka piersiowa” to administracja, system kierowania i dowodzenia oraz główne arterie zasilające system gospodarczy przeciwnika.
Ekonomiczne wykrwawianie, zwłaszcza w odniesieniu do państwa o solidnych podstawach, może jednak trwać miesiącami i czasem da się je zatamować – co udowadnia choćby wojna Rosji z Ukrainą. Eliminacja przywódcy skuteczniej osłabia system władzy lub na dłużej pozbawia go zdolności do działania, zwłaszcza w systemach autokratycznych. A to pierwszy i konieczny krok do „zmiany reżimu” – rewolty, przewrotu lub transformacji, na korzystnych dla agresora i przez niego dyktowanych warunkach.
Czytaj także: Rosja przyjęła postawę wyczekującą.