Nie przeszli
Cała Francja skręca w prawo? Marsylia się buntuje, znów idzie pod prąd. Dla niej to nie pierwszyzna
Marsylia to miasto niebezpieczne. Ma swoją zasłużoną czarną legendę utrwaloną w popkulturze, choćby przez film „Marsylski łącznik”. Nie bez powodu też pierwszym francuskim serialem oryginalnym dla Netflix był odpowiednik „House of Cards” zatytułowany „Marsylia” z 2015 r., w którym główną rolę diabolicznego mera Marsylii, mizogina i kokainisty, ubiegającego się o reelekcję zagrał Gérard Depardieu.
Ten sam aktor, choć dziś wykluczony z przestrzeni publicznej, dla pokoleń Francuzów pozostaje ikonicznym hrabią Monte Christo w ekranizacji z 1998 r. – Alexandre Dumas na kartach tej powieści uwiecznił bezwzględność Marsylczyków. Arthur Schopenhauer nazwał miasto „najpiękniejszym we Francji, tak innym od pozostałych”, ale znając mroczną naturę Marsylii, nie miał zapewne na myśli uniwersalnego piękna. George Sand Marsylia odstręczyła już przy pierwszym poznaniu „brutalnością klimatu i ludzi”.
Współcześnie Marsylia to jedna z najważniejszych scen francuskiego brutalnego rapu wyrastającego z wielokulturowości, południowych inspiracji, problemów przedmieść i kultury kibicowskiej Olympique de Marseille. Jednym z najsłynniejszych raperów młodego pokolenia jest Marsylczyk pochodzenia algierskiego Soso Maness, w 2024 r. wziął udział w projekcie 20 raperów przeciwko Marine Le Pen i skrajnej prawicy. Utwór nazywa się „No Pasáran” – nie przejdą. Jednak mało brakowało i by przeszli…
Przed kolejnymi wyborami w Europie pojawiają się histeryczne głosy o zagrożeniu demokracji i strach przed rosnącą w siłę skrajną prawicą. Podobnie jest we Francji, gdzie od lat niepokój budzi nacjonalistyczne Zjednoczenie Narodowe kierowane przez Jordana Bardellę, a wcześniej przez Le Pen.