Rozwiana fatamorgana
Monarchie z Zatoki Perskiej cierpią, Iran ich nie oszczędza. Dekady tworzenia iluzji poszły w piasek
Przyłączą się do ataków na Iran? – to pytanie zadaje sobie dziś wielu bliskowschodnich ekspertów. Arabskie monarchie z Zatoki Perskiej, najbardziej pokiereszowane wskutek irańskiego odwetu za amerykańsko-izraelską agresję, jeszcze nie zareagowały zbrojnie (stan na 2 kwietnia). Boją się? Nie mają środków? To część szerszej strategii?
Iran zaskoczył swoją odpowiedzią na agresję. Zamiast wymieniać ciosy ze znacznie lepiej chronionymi Amerykanami i Izraelczykami, uderzył w cele łatwe i bliskie: w Bahrajn, Katar, Kuwejt, Oman, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA) i Arabię Saudyjską. Teheran zakłada prawdopodobnie, że te państwa – kluczowe dla globalnego rynku energii ze względu na zasoby ropy naftowej i gazu ziemnego – w końcu wyproszą w Waszyngtonie zakończenie wojny.
Zaraz też pojawiła się narracja o „Bogu ducha winnych ofiarach”, nowoczesnych i wygodnych Emiratach, Katarach i Kuwejtach, które urządziły dla zachodnich ekspatów bezpieczną przystań, a tu Iran wszystko popsuł. – To prawda, że w sensie ścisłym Iran zaatakował monarchie z Zatoki niesprowokowany, w końcu żadne z tych państw nie wzięło bezpośredniego udziału w atakach – mówi Cinar Ozen, turecki politolog zajmujący się Bliskim Wschodem. – Ale te państwa w sensie ścisłym są też elementami systemu, który dokonał agresji na Iran.
O co chodzi z tymi fatamorganami: to zjawisko optyczne, które tworzy pozorne obrazy odległych obiektów – jest efektem załamania światła w warstwach powietrza o różnej temperaturze. Dość popularne w rejonach pustynnych, w przypadku monarchii z Zatoki często prowadzi do (o)błędnego obrazu państw na pozór nowoczesnych, niezależnych, będących obietnicą lepszego i nieopodatkowanego życia dla wielu ludzi Zachodu.