Granica wieku, upoważniająca do zakupu, będzie podnoszona co roku o rok, więc dzisiejsi 17-latkowie i wszyscy młodsi nie będą mogli nigdy nabyć legalnie papierosów, również e-papierosów (przy okazji wprowadzono istotne obostrzenia dotyczące wapowania). Argumenty prozdrowotne są oczywiste: dziś pali 5,5 mln Brytyjczyków (większość wciąga się jako nastolatkowie i trzy czwarte tego żałuje), 64 tys. rocznie umiera z tego powodu, 400 tys. trafia do szpitala, palenie powoduje co czwarty przypadek raka i generuje miliardowe koszty. Oczywiste jest też, że wszystkie obecnie stosowane formy perswazji, od finansowej począwszy, coraz brutalniejsze i na granicy obrzydliwości (płuca palacza na opakowaniu) są mało skuteczne; w populacji pozostaje przynajmniej 10 proc. twardych nałogowców, specjaliści od zdrowia publicznego nazywają ich „tytoniową końcówką”.
Czy nowe obostrzenia te statystyki radykalnie poprawią? Po pierwsze, argumentują oponenci, przeczą zasadzie równości: jedni coś mogą, ci młodsi już nie; każda forma prohibicji bywa nieskuteczna, produkuje czarny rynek i przestępczość, a w tym przypadku efekty będą prawdopodobnie bardzo powolne. Czy nielepiej zatem wzmóc klasyczną pedagogikę społeczną? Nikt tego do końca nie wie.
Wszystkie te za i przeciw przećwiczył 2022 r. w Nowej Zelandii rząd Jacindy Ardern, ówczesnej charyzmatycznej popgwiazdy światowej polityki. Obok „dożywotniego zakazu” dla nastolatków prekursorska ustawa antytytoniowa przewidywała m.in. drastyczne ograniczenie liczby punktów sprzedaży wyrobów: do 600 w całym kraju. Przeszła przez parlament przy dużym poparciu opinii publicznej, ale karta się odwróciła. Partia Pracy straciła popularność i dramatycznie przegrała wybory na rzecz centroprawicowej Partii Narodowej (hasłem przewodnim były rosnące koszty utrzymania).