Jabłka bez jabłoni
Jabłka bez jabłoni. Rosyjskie porwania dzieci to odrażający eksperyment pedagogiczny
Psycholodzy i pedagodzy znają równie buńczuczną, co przerażającą deklarację behawiorysty Johna Watsona: „Dajcie mi tuzin zdrowych niemowląt i pozostawcie mi mój świat jako miejsce ich dorastania, a uczynię z nich, kogo tylko zechcę – lekarza, prawnika, artystę, kupca, a nawet żebraka, złodzieja, niezależnie od ich talentów, upodobań, skłonności, możliwości, powołań czy rasy ich rodziców”. U podłoża tej zdumiewającej oferty leżały pozytywne intencje proklamowania równości wszystkich ludzi przychodzących na świat bez wrodzonych różnic. Rezultaty jednak bywały okropne. Twórca pedagogiki sowieckiej Anton Makarenko był przekonany, że odpowiednimi metodami wychowawczymi z każdego dziecka można uczynić zdeklarowanego komunistę. Kuriozalne jest, że pogląd ten on sam i jego propagatorzy nazywali optymizmem pedagogicznym.
Jeszcze bardziej ten absurd terminologiczny ujawniła doktryna i praktyka nazistów odbierających dzieci mieszkańcom podbitych terytoriów (np. z polskiej Zamojszczyzny) i urabiających je na wzorowych członków Hitlerjugend, z nadzieją, że zostaną wzorowymi aktywistami NSDAP, a może i SS. Osobliwym elementem tego ohydnego procederu było dobieranie dzieci według kryteriów „rasowych”. Nie wszystkie miały się nadawać na Niemców. Dawni sowieccy i obecni rosyjscy inżynierowie społeczni są mniej wybredni.
Praktyka porywania dzieci z wrogich lub podbitych społeczności i urabiania ich na lojalnych obywateli, a nawet gorliwych funkcjonariuszy własnego państwa, była znana wcześniej. Zapewne najbardziej spektakularny jest przykład janczarów – brańców uprowadzanych przez osmańskich Turków i przysposabianych (po obowiązkowej konwersji na islam) na walecznych żołnierzy, gotowych zabijać swoich pobratymców w imię wierności sułtanowi, z którego polecenia ich porwano.