Transfer zagraniczny
Mundialowa układanka. Dziś wiele drużyn ma swoich Podolskich. Co jest do bólu logiczne
Curaçao oraz Wyspy Zielonego Przylądka mają dzięki mundialowi swoje pięć minut. Jedni odkrywają istnienie tych wysp. Inni dziwią się, że powstały tam kultury futbolowe wystarczające do awansu na mistrzostwa świata. I choć są to kultury o różnym poziomie – Niemcy rozbili Curaçao 7:1, ale już reprezentacja Wysp Zielonego Przylądka urwała punkt Hiszpanii – udział tych reprezentacji w turnieju może dziwić. A nawet uwiera, zwłaszcza patrząc z perspektywy polskiej nieobecności.
Nie można jednak stawiać znaku równości między wysiłkiem tych debiutantów w drodze na mundial – strefa afrykańska, gdzie Wyspy Zielonego Przylądka wygrały jedną z grup, jest o wiele silniejsza niż strefa karaibska, gdzie najlepsze okazało się Curaçao. Tak jak nie można mówić, że na owych wyspach narodziły się systemy szkolenia bijące na głowę choćby polski, o włoskim nie wspominając (Italii również nie ma na mundialu).
Curaçao jest krajem autonomicznym Holandii. I to z holenderskiej szkoły futbolowej czerpie reprezentacja wyspy. Gra w niej wielu piłkarzy, którzy mają za sobą występy w holenderskich młodzieżówkach, zresztą mieszkają w Niderlandach. Nie mieliby szans przebić się do reprezentacji Pomarańczowych, więc postanowili wesprzeć drużynę narodową wyspy, z której pochodzą ich przodkowie.
Z kolei Wyspy Zielonego Przylądka to niepodległy kraj (archipelag był zamorską prowincją Portugalii do 1975 r.), a futbolowa siła jego reprezentacji opiera się głównie na szkoleniu portugalskim z pewną domieszką wpływów innych krajów, gdzie wychowywali się i grają obecni reprezentanci kraju.
Curaçao jest na mundialu dzięki liberalnej polityce FIFA. Zrzesza ona federacje krajów, które nie są niepodległymi państwami; członków FIFA jest więcej (211) niż członków ONZ (193).