Świat

Wyjście smoka

Każdy Japończyk zna zasady sumo

Październik 2005 roku. Mistrz Asashoryu (stoi) wygrywa zawody Grand Sumo Las Vegas. © LARRY BURTON / GAMMA / HACHETTE PHOTOS PRESSE, BE&W Październik 2005 roku. Mistrz Asashoryu (stoi) wygrywa zawody Grand Sumo Las Vegas. © LARRY BURTON / GAMMA / HACHETTE PHOTOS PRESSE, BE&W
Niesforny Asashoryu - wielki mistrz sumo i jeszcze większy kłopot.

Sumo, którego historia sięga VIII w. jest obwarowane skomplikowanym ceremoniałem, wywodzącym się z czasów feudalnej Japonii. Walka odbywa się w kole o średnicy 4,55 m i polega na wypchnięciu przeciwnika poza matę lub przewróceniu go za pomocą odpowiednich rzutów, pchnięć i uderzeń ciałem. Przed rozpoczęciem pojedynku zawodnicy rzucają przed siebie garść soli zmieszanej z piaskiem, aby oczyścić arenę i kołyszą się, przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę. Robią to, aby pokonać złe moce. Sędzia (pochodzący z rodu specjalizującego się w tym fachu) występuje w stroju kapłana sinto. Pod areną złożone są ofiary dla bóstw, a nad nią wisi specjalny okap, który przypomina, że niegdyś zawody odbywały się w świątyniach. Sześć razy w roku, w nieparzystych miesiącach odbywają się turnieje cesarskie. Trzy spośród nich są rozgrywane w Tokio (styczeń, maj, wrzesień), natomiast pozostałe w Osace (marzec), Nagoi (lipiec) oraz w Fukuoce (listopad). Każdy turniej jest rozgrywany w ciągu 15 kolejnych dni, każdy z zawodników toczy 1 walkę dziennie (w sumie 15 walk). 

"Każdy Japończyk zna zasady sumo" - mówi mój japoński znajomy. Twierdzi też, że kiedy tylko rozpoczynają się zawody, jego rodacy śledzą je jak najlepszy serial. I chociaż wśród młodych Japończyków najpopularniejsza dzisiaj jest piłka nożna, tuż za nią baseball, a sumo plasuje się dużo niżej, to jednak o kłopotach wielkiego mistrza Asashoryu dyskutowali niemal wszyscy.

Asashoryu jest obecnie jednym z dwóch yokozunów, czyli wielkich mistrzów sumo. Naprawdę nazywa się Dolgorsuren Dagvadorj i pochodzi z Ułan Bator w Mongolii. Przydomek "Asashoryu", czyli "Niebieski smok poranka", przybrał w 2003 r., kiedy osiągnął tytuł yokozuny. Jego przyjazd do Japonii wywrócił do góry nogami ranking najlepszych sumitów. Asashoryu, chociaż ma dopiero 26 lat, pobił niemal wszystkie rekordy. Z roku na rok był coraz lepszy, ale i coraz bardziej niesforny. Mistrz i bohater kolejnych skandali ciągnął podczas walki przeciwnika za włosy, co w sumo jest surowo zabronione, zranił innego i pokłócił się z sędziami, kiedy ci ogłosili niekorzystny dla niego werdykt. Nosił też publicznie garnitur, a nie - tak jak inni sumici - specjalne kimono. W zakłopotanie wprawili Japończyków także jego krewni, którzy przybyli do Japonii na ślub Asashoryu z ukochaną z dzieciństwa. Ale zamiast wrócić po ceremonii do ojczyzny, zostali nielegalnie dłużej i bez żadnych pozwoleń otworzyli fabrykę ubrań. Kiedy wszystko się wydało, chcieli uciec przed policją. Złapano ich jednak i deportowano do Mongolii.

„Niebieskiemu smokowi poranka" kolejne wybryki uchodziły jednak płazem, ponieważ zachwycał stylem walki i miał doskonałe wyniki. Jednak na początku tegorocznych wakacji miarka się przebrała. Asashoryu poprosił o wycofanie go z regionalnego turnieju sumo, tłumacząc się kontuzją grzbietu. Japoński Związek Sumo (JSA) zwolnił go z tego obowiązku. Zapaśnik wyjechał wówczas do ojczyzny, aby tam wziąć udział w charytatywnym meczu piłki nożnej. Zdobył nawet bramkę dla Mongolii. Pech chciał, że kamery telewizyjne uchwyciły, jak w najlepsze biega za piłką. "Robi sobie kpiny z japońskiej kultury. Jeśli czuł się wystarczająco dobrze, by grać w futbol, to był zdolny wdrapać się co najmniej sto razy na matę sumo" - grzmiała członek Komisji Dyscyplinarnej JSA Masako Uchidate. Zabroniono więc Asashoryu udziału w dwóch z rzędu (lipcowym i wrześniowym) turniejach cesarskich i obcięto uposażenie. Cała sprawa była o tyle niezwykła, że po raz pierwszy w historii sumo zawieszono wielkiego mistrza!

Mongoł wpadł w depresję. Nie chciał z nikim rozmawiać ani wychodzić z w domu. Pod koniec sierpnia zwołano radę lekarzy, która orzekła, że zapaśnik powinien wrócić do ojczyzny, co zapewne pozwoli mu szybciej odzyskać równowagę psychiczną. Dziś Asashoryu relaksuje się w ośrodku spa niedaleko Ułan Bator, a muzykoterapia i masaże mają przywrócić mu formę.

Jego historia uświadomiła Japończykom, że związek sumo może w przyszłości stawać przed podobnymi problemami, ponieważ młodzież zna tę dyscyplinę i chętnie ogląda zawody, ale ćwiczyć nie chce. Młodych adeptów odstraszają od sumo żmudna praca i feudalne stosunki pomiędzy mistrzami a uczniami. Zapaśnicy muszą całkowicie poświęcić się sportowi, a nagrody dla nisko uplasowanych zawodników są bardzo niskie. „Młodzi wolą raczej zarabiać pieniądze bez pracy, zysk bez bólu. A sumo oznacza wiele bólu i wysiłku" - mówił dla serwisu BBC Jack Sakazaki, specjalista zajmujący się marketingiem w sporcie.

Skoro więc nie ma młodych zawodników w kraju, w dojo (miejscu, gdzie toczą się walki) pojawiają się zapaśnicy z zagranicy. Wraz z nimi przychodzą zmiany. Dla nich sumo jest często po prostu sportem, a nie tradycją i stylem życia. Asashoryu wychował się na stepie, pasał owce, jeździł konno i uprawiał zapasy - najpopularniejszy sport w Mongolii. Kiedy jednak mając 16 lat zaczął ważyć ponad 120 kg, rodzina znalazła sponsorów i wysłała go do Japonii, żeby szkolił się w sumo. Nie było w tym głębszej filozofii czy umiłowania japońskiej tradycji, ot po prostu sposób na zarobienie pieniędzy. Asashoryu, w przeciwieństwie do wielu innych zawodników, nie przyjął nawet japońskiego obywatelstwa. A pytany o plany na przyszłość jeszcze niedawno odpowiadał, że jego marzeniem jest zdobyć dla Mongolii pierwszy złoty medal olimpijski. Ponieważ sumo nie figuruje w programie igrzysk, zastanawia się nad startem w judo lub zapasach.

Poza tym, jak twierdzi mój japoński znajomy: "Futbol to dyscyplina otwarta na świat. Grając w piłkę masz możliwość międzynarodowej kariery, w sumo takiej szansy nie ma." Czy zatem tradycyjne sumo przejdzie do historii, a walki w dojo z towarzyszącym im ceremoniałem staną się tylko turystyczną atrakcją? Optymiści twierdzą, że nie trzeba przesadzać, bo sumo zmienia się podobnie jak i inne dyscypliny sportowe i jest to nieunikniony proces. Modernizacja zjedna dyscyplinie młodych ludzi - zarówno w Japonii, jak i poza nią. Zapaśnicy z innych krajów przyciągają również międzynarodową publiczność, fanów spoza Japonii, czyli coś, czego ten sport bardzo potrzebuje.

W tym świetle również sprawa Asashoryu staje się swego rodzaju testem. Jeśli związek sumo zgodzi się na powrót zapaśnika i dopuści go do najbliższego turnieju (który ma się odbyć pod koniec listopada w Fukuoce), tym samym da zły przykład innym młodym zawodnikom. Pokaże, że sumita może być bezkarny. Wiele osób nie wierzy w chorobę Asashoryu. Ośrodek Spa, w którym obecnie przebywa jest własnością jego krewnych, a jego pobyt w Mongolii zbiegł się w czasie z promocją tej placówki. Przypadek? Związek sumo może też, i ku takiemu rozwiązaniu zdaje się skłaniać, namawiać Mongoła na powrót do Japonii i wzięcie udziału w listopadowej imprezie. Mój japoński znajomy idzie nawet o krok dalej, uważa, że na początek trzeba ustalić, czy sam Asashoryu chciałby wrócić do Kraju Kwitnącej Wiśni i do walk, a jeśli tak, to oczywiście pozwolić mu na to. "Przecież nie tylko zawodnicy sumo popełniają błędy, inni sportowcy też nie są święci, a zazwyczaj mogą wrócić do zawodu" - dodaje.
 



 

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Związki Polaków: co dziesiąty z nas żyje w związku równoległym

Co dziesiąty Polak żyje w równoległym związku. A może nawet więcej niż co dziesiąty, jeśli trochę poszerzyć definicję związku. Pojawiło się sporo wyników badań seksuologicznych uwzględniających także czasy pandemii. Niektóre mogą się wydać szokujące.

Martyna Bunda
28.07.2021
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną