Według OECD co najmniej 25 państw wprowadziło podobne ograniczenia lub chce to wkrótce zrobić. Ostatnie na tej liście to Malezja, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Wielka Brytania, zawansowane są m.in. Dania, Hiszpania, Portugalia, Grecja, Francja i Niderlandy, a w kilku stanach USA trwają batalie sądowe.
Trzeba od razu powiedzieć, że doświadczenia Australii, gdzie młodzieży do lat 16 zabroniono korzystania z dziesięciu czołowych platform, nie są zbyt zachęcające. Według eSafety Commission, australijskiej komisji ds. bezpieczeństwa elektronicznego, 70 proc. rodziców, których dzieci miały już konta, stwierdziło, że mimo restrykcji nadal ich używają. A te, którym z powodu wieku je zamknięto, nie miały kłopotu z uruchomieniem ich na nowo.
Wiele przeniosło się do aplikacji rodzeństwa i rodziców (bo daleko nie wszyscy wsparli zakaz). Wśród młodych powstał nowy rodzaj sportu – oszukiwanie systemu. A ten okazał się dość łatwy do sforsowania, jakby dostawcom niezbyt zależało na wypełnianiu zaleceń. Komisja wszczęła dochodzenia dotyczące Facebooka, Instagrama, Snapchata, TikToka i YouTube’a. Ciekawe, jak się potoczą (opornym grozi kara równowartości 130 mln zł).
Ogólnie można stwierdzić, że nie ma już szans, żeby pokolenie 13–15-latków odspawać od smartfonów. Większe nadzieje można wiązać z młodszymi. To trochę jak z operacjami antypapierosowymi. A największy praktyczny problem to prosty, bezpieczny i skuteczny system weryfikacji wieku. Dobry byłyby jednolity front i wspólne rozwiązania; nad takimi dla całej Unii Europejskiej pracuje Bruksela, ale to żmudna droga i wielu – pod presją społeczną – chce iść swoją drogą (jak Polska).
Brytyjska ministra technologii Liz Kendall po wizycie studialnej w Australii zapowiedziała „wiodące na świecie blokady szkodliwych funkcji” i moc zabezpieczeń, również dotyczących gier komputerowych i chatbotów AI.