Dlaczego czarni nie pływają
Dlaczego czarni nie pływają. Baseny wciąż dzielą ludzi, zamiast ich łączyć?
Historia z Halle w Saksonii-Anhalcie. Jest tam jezioro Heidesee utworzone na terenie zamkniętej kopalni odkrywkowej, czyli bardzo głębokie. Od lat działa tam kąpielisko: ograniczone, strzeżone przez ratowników i płatne. W 2024 r. pojawiły się tabliczki: „Zakaz pływania bez znajomości języka niemieckiego”. I natychmiast zrobiła się z tego ogólnokrajowa awantura. Przedstawiciele mniejszości etnicznych zgłosili sprawę do sądu, a ten w niedawnym wyroku nakazał zdjęcie tabliczek.
Sprawa jest kontrowersyjna z kilku względów. Prawni reprezentanci poszkodowanych argumentowali, że to przykład jawnej dyskryminacji. Obrońcy kierownictwa kąpieliska przekonywali, że doszło tam do kilku niebezpiecznych zdarzeń (gwałtownie opadające dno), w których kąpiący się nie reagowali na ostrzeżenia i nakazy ratowników wygłaszane oczywiście w języku niemieckim. W końcu pojawił się zwrotny argument: co pomyśleliby sobie niemieccy turyści na Majorce, gdyby zakazano im kąpać się bez znajomości języka hiszpańskiego? A na tym wszystkim kapitał polityczny zbiła skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD), szczególnie popularna w Saksonii-Anhalcie, wyciągając na banery zdjęcie z kąpieliska okraszone hasłem „Wy, którzy nie rozumiecie po niemiecku, trzymajcie się z dala!”.
Basen jako mikrokosmos
Strzeżone kąpielisko czy basen jawią się jako genialne rozwiązanie niezliczonych problemów z wodą. Akwen wystarczająco duży, by zachęcić do całkowitego zanurzenia, i wystarczająco mały, by go kontrolować. Wszystko, co przerażające w wodzie – prądy i pływy, przepastna głębia – w basenie jest zneutralizowane. Nawet mocz, nieodmienny składnik wody w każdym basenie, jest unicestwiany przez chlor lub inne substancje. W tym sensie basen symbolizuje naszą wiarę w państwo (a przynajmniej w sanepid i kierownictwo pływalni).