Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Świat

Centrum strachu

Żarłoczne centra danych i strachu. Karmią AI, wysysają prąd i wodę. „To była taka spokojna okolica”

Preferuj w Google
Dodaj nas do ulubionych źródeł w Google, aby częściej widzieć „Politykę” w wynikach wyszukiwania.
x
Gigantyczne centrum danych w Abilene w Teksasie, stworzone w ramach projektu Stargate, wspólnego przedsięwzięcia
m.in. OpenAI i Oracle, promowanego przez Donalda Trumpa. Gigantyczne centrum danych w Abilene w Teksasie, stworzone w ramach projektu Stargate, wspólnego przedsięwzięcia m.in. OpenAI i Oracle, promowanego przez Donalda Trumpa. Kyle Grillot/Bloomberg / Getty Images
Czy karmiące sztuczną inteligencję centra danych to szansa rozwojowa? A może raczej szerzące się jak plaga żarłoczne potwory, wywołujące kryzysy i wpływające na wyniki wyborów?

„To była taka spokojna okolica” – smuci się podczas rozmowy z BBC Amanda Young, mieszkanka walijskiego Newport. „Nawet nie można usiąść na zewnątrz” – mówią reporterowi „New York Timesa” Kelley i Michael Ivy, właściciele burgerowni z Hillsboro w Teksasie. „Powiedzieli, że to będzie zwykły magazyn” – żalą się „Kathmandu Post” mieszkańcy Patanu, miasta spod nepalskiej stolicy. Amandzie Young widok z okien zasłania wysoka ściana, blaszana szarość wyrosła tuż za płotem. Kelley i Michael Ivy próbują obsługiwać gości w tumanach kurzu wzbijanego przez ciężarówki zapatrujące pobliską budowę. Patańczyków też pokrywa kurz, bo u nich również się buduje. Dodatkowym powodem ich zmartwień jest to, że centrum danych już działa i generuje hałas, dodatkowe ciepło oraz – kto wie? – może nawet jakieś promieniowanie.

Wznoszone na wszystkich zamieszkanych kontynentach centra danych są najbardziej widocznym znakiem wirtualnej rewolucji technologicznej. Z zewnątrz wyglądają niepozornie, przypominają rozległe magazyny firm logistycznych lub ascetyczne fabryczne hale. W środku stoją rzędy półek z komputerami. Ich zadaniem jest podtrzymywanie internetu przy życiu. To dzięki nim oglądamy seriale, sprawdzamy stan kont bankowych i romansujemy ze sztuczną inteligencją. Są jak respiratory, które tłoczą cyfrowy tlen w płuca globalnej gospodarki. A nie ma już chyba branży, która nie byłaby podłączona do usług sieciowych dostarczanych przez tzw. big techy, zwłaszcza te z kalifornijskiej Doliny Krzemowej. Firma doradcza PwC prognozuje, że do połowy wieku na ich budowę, utrzymanie i okresową wymianę sprzętu pójdzie jakieś 31,6 bln dol. I to jeszcze nie jest pełna cena postępu.

Czytaj też:

Polityka 41.2026 (3585) z dnia 06.10.2026; Świat; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Centrum strachu"
Reklama