Premierka Włoch Giorgia Meloni wystąpiła do Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO) z formalnym wnioskiem o prawną ochronę swego głosu jako znaku towarowego. Zdeponowała w tym celu czterosekundowe nagranie, w którym dwukrotnie przedstawia się własnym nazwiskiem. Prawnicy są podzieleni co do szans powodzenia całego przedsięwzięcia. Sceptycy wskazują na jego bezprzedmiotowość, ponieważ w przypadku Meloni chodzi ewidentnie nie o działalność komercyjną, lecz polityczną. Zwolennicy widzą w tym zaś nowatorski pomysł na sprawną i skuteczną obronę przed podszywaniem się propagatorów skrajnych treści pod celebrytów (ścieżka przetarta już w Stanach Zjednoczonych, m.in. przez piosenkarkę Taylor Swift) w perspektywie dalszej ekspansji rewolucji AI. Może się okazać, że Włochy – po raz kolejny w najnowszej historii – zapowiadają w ten sposób trend, który wkrótce podchwyci reszta zmagającej się z dezinformacją Europy.
Wniosek Meloni można tłumaczyć jak najgorszymi doświadczeniami osobistymi z manipulacją jej słowem i wizerunkiem za pomocą coraz bardziej wymyślnych deepfake’ów. Gdy idąc po władzę w 2019 r., uczyniła swój sztandarowy slogan z wiecowego okrzyku: „Jestem Giorgia, jestem kobietą, jestem matką, jestem Włoszką, jestem chrześcijanką”, internet przetworzył go natychmiast na taneczny remiks, który stał się wiralem, także w młodzieżowych klubach. Większym upokorzeniem musiało być rozpowszechnianie w kolejnych latach w sieci roznegliżowanych zdjęć czy wprost pornograficznych filmów z wmontowaną twarzą urzędującej już pani premier. Meloni nie tylko wystąpiła wówczas na drogę sądową, ale też zwracała uwagę na szkodliwość społeczną podobnych manipulacji: „Ja mogę się bronić, wielu innych – nie”.
Ostatecznie rządowa większość uchwaliła rok temu skierowane przeciwko twórcom deepfake’ów sankcje wpisane do kodeksu karnego.