Zyski sprawiedliwego handlu rosną. Ale kto zyskuje?

Kokosy na bananach
Coraz więcej sieci supermarketów wprowadza linie produktów z logiem Fairtrade. Hasło 'Sprawiedliwy handel' brzmi etycznie, ale przynosi także spore zyski.

Kiedyś, w latach 90., śmiano się z pomysłu, że Fairtrade mógłby stać się częścią żądnego zysku segmentu sprzedaży detalicznej. Coraz więcej jednak zachodnich konsumentów zaraża się nowym zwyczajem kupowania produktów opatrzonych logiem sprawiedliwego handlu. Uważa się to za praktyczny, obywatelski sposób walki z ubóstwem trzeciego świata. Sprzedaż produktów Fairtrade rośnie niemal lawinowo. W 2006 roku konsumenci na całym świecie wydali 1,6 mld euro na "sprawiedliwe" produkty (według danych międzynarodowej organizacji Sprawiedliwego Handlu, Fairtrade Labelling Organizations International, FLO). W Wielkiej Brytanii w 2007 roku był to wzrost 80- procentowy w porównaniu z rokiem poprzednim, podaje Fairtrade Foundation.

Nawet największe marki budzą się i doceniają atrakcyjność czarnych, zielonych i niebieskich symboli Fairtarde. Tate & Lyle właśnie został największą firmą, która używa "sprawiedliwych" logo i zapowiada, że cała oferta detaliczna grupy będzie Fairtrade do końca roku 2009. Sainsbury sprzedaje teraz tylko "sprawiedliwe" banany, cukier i herbatę Red Lable, obiecując także przeniesienie pozostałej oferty herbaty, kawy i gorącej czekolady pod parasol Fairtrade. Co-op przerzucił się na Fairtrade w segmencie gorących napojów; kilka modnych linii odzieży bawełnianej Marks & Spencer, Tesco i Debenhamsa są teraz "fair".

Supermarkety na zielono

Dla kogo jednak sprawiedliwy handel jest sprawiedliwy, pytają Susie Mesure i Steve Bloomfield w artykule w The Independent.

Cynicy uważają, że coraz popularniejsze oddanie sprawie sprawiedliwego handlu nie jest przejawem altruizmu, ale żądzą wyższych marż. Produkty Fairtrade są użytecznym narzędziem marketingowym dla supermarketów, które próbują przemalować się na zielono. Podczas gdy sprzedaż produktów Fairtrade szybuje, zmiany na lepsze w życiu milionów drobnych farmerów, pozostających w pułapce ubóstwa, są znikome. Tim Harford, autor "The Logic of Life", który pierwszy zwrócił uwagę na to, że niektóre sieci zbijały majątek na Fairtrade, twierdzi, że w Wielkiej Brytanii niektóre firmy zatrzymują dużo większą część marży niż ta, która idzie do producenta. Cena nie jest także fair dla konsumenta. Badanie przeprowadzone przez grupę konsumencką Which? pokazało, że produkty Fairtrade są od 9 do 16 proc. droższe na gramie niż ich "niesprawiedliwe" odpowiedniki.

Douglas Holt, specjalista do spraw marketingu L'Oreal z oksfordzkiej Saïd Business School, uważa, że ekstra pieniądze, które producent zarabia na Fairtrade są "miłe, ale nieznaczące". Dopóki cały łańcuch wartości, głównie detaliści, nie przejdą na Fairtrade i nie obniżą marż, przekazując "w dół" jak najwięcej zysku, Fairtrade nigdy nie będzie miał większego znaczenia.

Niektórzy idą nawet dalej w krytyce, twierdząc, że system Fairtrade wręcz szkodzi farmerom nie akredytowanym przez organizacje sprawiedliwego handlu. Nowy raport Instytutu Adama Smitha krytykuje główne założenie ruchu: że farmerzy muszą należeć do spółdzielni, by otrzymać premię Fairtrade (płaconą na rzecz lokalnej społeczności).

Obrońcy Fairtrade widzą to inaczej. Tam, gdzie działa, system jest chwalony. W sprawiedliwym handlu nie chodzi tylko o pieniądze, mówią. Chodzi o zmianę podejścia ludzi, twierdzi kierownik na plantacji herbaty w Kenii: dzięki Fairtrade pracownicy zarabiają trzy razy więcej, wybudowali mosty, sierociniec, stać ich na płacenie składek za szkołę i opiekę zdrowotną.

Pełna lista Fairtrade obejmuje obecnie ponad 3 tys. produktów, m.in. kawę, herbatę, czekoladę, kakao, cukier, banany.

 

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną