Świat

Pieniądze dają szczęście

Cierpienia niemieckiej klady średniej

Co czwarta niemiecka rodzina jest biedna. 18 proc. Niemców zarabia mniej niż połowę średniej krajowej Co czwarta niemiecka rodzina jest biedna. 18 proc. Niemców zarabia mniej niż połowę średniej krajowej Miala / Flickr CC by SA
Niemiecka klasa średnia kurczy się w dramatycznym tempie, a przepaść klasowa w największej gospodarce europejskiej jest szokująca.

 

Niemiecka klasa średnia kurczy się w dramatycznym tempie, a przepaść klasowa w największej gospodarce europejskiej jest szokująca. Najświeższe badanie German Institute for Economic Research (DIW) wywołało w Niemczech debatę.

Biedni ludzie

Spiegel online pierwszy skomentował wyniki analizy, ogłaszając: "Jeden z głównych filarów gospodarki wolnorynkowej zaczyna się chwiać. Klasa średnia, która określała powojenne Niemcy jak żadna inna grupa społeczna, teraz najbardziej cierpi".

Badacze z DIW stwierdzili, że "segment o średnim dochodzie skurczył się znacząco w ciągu ostatnich kilku lat, z 62 proc. w 2000 roku do 54 proc. w 2006 roku". Bogaci stali się bogatsi, a biedni nie tylko biedniejsi, ale i liczniejsi. Co czwarta niemiecka rodzina jest biedna. 18 proc. Niemców zarabia mniej niż połowę średniej krajowej. Ich dochód realny zmalał o 3,5 proc.

Wyniki te otrzymano ustalając kryterium dla dochodów klasy średniej pomiędzy 70 a 150 proc. średniej krajowej, która w Niemczech wynosi obecnie około 16 tys. euro.

Pieniądze dają szczęście

W 1992 roku niemiecka klasa średnia liczyła 49 milionów osób, aż 62 proc. wszystkich Niemców. Zaliczali się do niej wykwalifikowani pracownicy, białe kołnierzyki z Deutsche Telekom, kolei, poczty, branży motoryzacyjnej, stalowej, wydobywczej, chemicznej, i większość absolwentów szkół wyższych. Jednak w ciągu ostatnich kilku lat 5 milionów osób "wypadło" z tej grupy. Także część rodzin z dziećmi zasiliła szeregi warstw niższych.

W badaniu zmierzono także "mobilność dochodową", o której z chęcią mówią politycy, czyli równość szans, dzięki której każdy może wspiąć się po drabinie społecznej i zarobkowej. Okazuje się, że kariera społeczna jest w Niemczech coraz trudniejsza z powodu "wyraźnego usztywnienia widełek płacowych". Biednym jest dużo trudniej wydostać się z biedy, a bogatym łatwiej pozostać bogatymi. Zamożniejsi skonsolidowali swoje dochody i w wielu przypadkach cieszą się też ich wzrostem. W efekcie klasa średnia obsuwa się w dół łatwiej niż wspina się pod górę. Spiegel wytłumaczył to opisowo: "Tylko na dnie jest stabilnie".

Wiń za to Chiny

Ostatnie dane rządowe z marca 2005 wymieniają 11 milionów Niemców plasujących się w kategorii biednych. W zestawieniu z opinią najbogatszego kraju świata i oznakami prężnej gospodarki, którą chwalił The Economist i Financial Times, są to liczby zdumiewające. Rosnące szeregi ubogich Niemców socjologowie tłumaczą bezrobociem i cięciami w zasiłkach społecznych, zwłaszcza (nie)sławnymi reformami rynku pracy, przeprowadzonymi w ramach Agendy 2010 Gerharda Schrödera. Trend ten obserwowany jednak z dłuższej perspektywy to efekt "zmieniającej się struktury zatrudnienia". Redukcje miejsc pracy w przemyśle liczy się w tysiącach, a wielu wykwalifikowanych pracowników przechodzi na umowy czasowe albo musi szukać gorzej płatnych zajęć. Wzrosła ilość ludzi pracujących na części etatu lub dorywczo. W 2000 roku prawie 64 proc. osób pracowało na pełnym etacie - sześć lat później było to już tylko 55 proc.

Zapomnij o 6-tygodniowych płatnych wakacjach!

Trudno więc się dziwić, że badani nie oceniają optymistycznie swoich widoków na przyszłość. Tylko 23 proc. badanych przyznało, że nie martwi się o jutro.

Upadek klasy średniej zaalarmował też polityków, podaje World Socialist Website. "Rozpada się cała tkanka społeczna", oceniają obserwatorzy. W wywiadzie na temat raportu ekspert DIW Joachim Frick oznajmił: "Ludzie muszą zrozumieć, że złote czasy się skończyły". Codzienne doświadczenie ich uczy, że jeden z ideologicznych dogmatów powojennych Niemiec nie ma już zastosowania - wzrost gospodarczy nierówna się wzrost pensji. Wręcz przeciwnie.  

 

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Syn, który nie rozstał się ze swoją matką – częsta przyczyna małżeńskich kryzysów

Prof. Bogdan de Barbaro o relacjach z teściowymi i teściami, babciami i dziadkami.

Agnieszka Krzemińska
17.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną