Świat

Życie na podsłuchu

Czy Deutsche Telekom szpiegował dziennikarzy i członków zarządu?

Fot.  materials boy, Flickr, CC by SA Fot. materials boy, Flickr, CC by SA
Gigant telekomunikacyjny Deutsche Telekom oskarżony jest o monitorowanie rozmów telefonicznych dziennikarzy, członków zarządu i udziałowców.

O skutkach faksu, który odsłonił absurdalną mieszankę szpiegostwa gospodarczego, megalomanii, paranoi i całkowitego nieposzanowania wolności prasy, pisze Der Spiegel.

Rozpracowywanie przecieków

Gdyby nie pieniądze, cała niesmaczna sprawa nie wyszłaby prawdopodobnie na jaw. Cztery tygodnie temu do siedziby głównej Telekomu w Bonn przyszedł faks, którego groźny ton trudno zignorować. Pismo pochodziło od szefa berlińskiej firmy konsultingowej, który domagał się kontaktu z prawnikiem Telekomu i natychmiastowego rozwiązania stosunków biznesowych. List ten kończył również długotrwały proceder, który - według wszystkich dowodów - służył szpiegowaniu niemieckich dziennikarzy gospodarczych, członków zarządu i wyższej kadry kierowniczej telekomu. Wykonawcą zlecenia była właśnie firma z Berlina, której szef ujawnia w faksie, że w ramach programów inwigilacyjnych Clipper, Rheingold oraz kilku innych, przeanalizowano kilkaset tysięcy połączeń telefonicznych między czołowymi dziennikarzami niemieckimi i ich informatorami.

Berlińska firma została wynajęta wiosną 2005 roku do rozpracowania przecieków ze spotkań zarządu do prasy. Firma miała porównać ewidencję rozmów telefonicznych członków rady nadzorczej z połączeniami znanych publicystów, którzy pisali na temat Telekomu. Całość kampanii została zlecona bezpośrednio przez zarząd Telekomu w ścisłej współpracy z przewodniczącym rady nadzorczej. Najwyraźniej nie wszystkie należności za usługę zostały uregulowane i to doprowadziło do sporu z firmą z Berlina. Prezesem Telekomu był wtedy Kai-Uwe Ricke, a radzie nadzorczej przewodniczył znany z innego skandalu podatkowego prezes Deutsche Post Klaus Zumwinkel.

Wszystko to działo się to w czasie, kiedy chwiała się pozycja rynkowa Deutsche Telekom. Podczas gdy najwięksi konkurenci europejscy zdołali dostosować się do nowych realiów, stopniowo przełamując klasyczny podział między telefonią komórkową, stacjonarną a Internetem, kierownictwo w Bonn nie było w stanie uzgodnić żadnej spójnej strategii. W prasie zaczęły pojawiały się spekulacje na temat zastąpienia niezdecydowanego prezesa Ricke, które musiały pochodzić z posiedzeń zarządu i rady nadzorczej. Ricke wkrótce stracił fotel, zmuszony do rezygnacji przez przewodniczącego rady nadzorczej Zumwinkla. Na początku 2005 roku Ricke ogłosił cięcia 8,5 tys. miejsc pracy. W firmie zaczął się ferment. "Telekom", powiedział Ricke, "był pełen dziur jak szwajcarski ser". Jego zdaniem wewnętrzne dokumenty były wielokrotnie przekazywane prasie, a niektóre z nich zawierały informacje mogące mieć wpływ na ceny akcji - planowane przejęcia za granicą czy redukcje zatrudnienia.

Montowanie wtyczek

Potajemne wykorzystanie poufnych danych przez Telekom wyszło na jaw w czasie, kiedy rząd Niemiec obstaje przy twierdzeniu, że telekomunikacyjny gigant gwarantuje wysoki poziom bezpieczeństwa i poufności danych. Od 1 stycznia tego roku zarówno Deutsche Telekom jak i wszyscy niemieccy operatorzy mają obowiązek półrocznego przechowywania danych na temat telefonicznych i internetowych połączeń swoich klientów. Ma to związek z decyzją Unii Europejskiej, podjętą po atakach terrorystycznych w Madrycie w 2004 roku - i z dążeniami niemieckich śledczych, którzy twierdzą, że przechowywanie danych służy celom rozpracowywania siatek przestępczych. 

 

Oznacza to również, że lider w branży telekomunikacyjnej staje się czymś w rodzaju wykonawczego ramienia państwa bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Ta sama firma jest teraz oskarżona o nadużywanie potężnego zasobu danych, który ma do dyspozycji. Jak bardzo poufne są to dane, potwierdza wyrok Trybunału Konstytucyjnego Niemiec, który znacząco zaostrzył przepisy dotyczące ich przechowywania.

Skandal oznacza nie tylko to, że zarząd Telekomu wykorzystywał poufne dane na temat członków własnej rady nadzorczej i zarządu, zauważa Der Spiegel. Próby powiązania ich z informacjami na temat dziennikarzy świadczą o zdumiewającym lekceważeniu wartości demokratycznych.

 

Więcej na ten temat

Warte przeczytania

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną