Sąd nad Piusem XII i jego postawą w czasie II wojny światowej

Wojna o Piusa XII
Dlaczego akurat teraz rozgorzał spór o to, czy Eugenio Pacelli, papież Pius XII, powinien i mógł podczas wojny światowej zrobić więcej dla ratowania Żydów przed hitlerowcami?
Pius XII
Wikipedia

Pius XII

Kościół przypomniał o sprawie przy okazji 50 rocznicy śmierci Pacellego. A Pacelli jest kandydatem na ołtarze. Czyli pewnym wzorem dla milionów katolików na świecie. I komunikatem dla świata pozakatolickiego, co Kościół uważa za dobro i przykład do naśladowania. Kanonizacja jeszcze nie nastąpiła, choć przygotowania ciągną się od dziesięcioleci. A powstało wrażenie, jakby się dokonała.

Nie wyszło to Watykanowi najzręczniej. Na synod biskupów, odbywający się właśnie w Rzymie, zaproszono rabina Hajfy – rzecz bez precedensu! Tematem synodu była Biblia i o tym miał mówić Sha’ar Yashuv Cohen. I mówił, ale dodał także, że kanonizacja Piusa XII jest dla Żydów bolesna.

Benedykt XVI po mszy rocznicowej chwalił Piusa za wysiłki na rzecz ratowania Żydów. W półoficjalnym organie Watykanu „L’Osservatore Romano” kardynał Tarcisio Bertone, sekretarz stanu, numer dwa w Watykanie, podkreślał roztropność Piusa, który nie wierzył, że napiętnowanie polityki Hitlera wobec Żydów zmusi Rzeszę do jej rewizji. Wydał natomiast poufne instrukcje, dzięki którym w samym tylko Rzymie ukryto Żydów w ponad 150 klasztorach.

Te okolicznościowe wyrazy aprobaty z najwyższego watykańskiego szczebla nie spodobały się części organizacji żydowskich, a nawet niektórym oddanym żydowskim uczestnikom dialogu z katolikami. Rada Przedstawicielska Instytucji Żydowskich we Francji ostrzegła, że kanonizacja Piusa XII będzie poważnym ciosem w stosunki żydowsko-katolickie. Jej zdaniem, nie powinno się honorować przywódcy, który podczas wojny milczał o ludobójstwie na Żydach, a i po wojnie nie wydał jego jednoznacznej moralnej oceny.

Dopełnił zamieszania ks. Peter Gumpel, czuwający nad kościelnym procesem kanonizacyjnym Piusa XII. Na spotkaniu z mediami powiedział o dwie rzeczy za dużo. Że Benedykt XVI jeszcze nie podpisał dokumentu, bez którego proces nie może się zakończyć (tak zwanego dekretu o heroiczności cnót kandydata na świętego). Mogło to zabrzmieć dwuznacznie: że Benedykt się waha, czy jednak nie odłożyć kanonizacji ad acta. A dlaczego się waha, skoro Piusa tak ceni? Bo jest pod presją niektórych środowisk żydowskich.

I tu Gumpel pokiwał palcem w stronę izraelskiego Yad Vashem – Instytutu Pamięci o Zagładzie. Mimo próśb Kościoła, nie zmieniono fragmentu ekspozycji, powtarzającej zarzut, że Pius XII wolał być neutralny i nie wydawać podczas wojny dokumentu potępiającego ludobójstwo na Żydach i przypominającego o odpowiedzialności, jaka spadnie na zbrodniarzy po wojnie. A w umieszczonym tam wierszu Natana Altermana czytamy, że papież nie wyszedł ze swego pałacu i ze swym krucyfiksem, by być świadkiem jednego dnia pogromu. Gumpel oświadczył, że Benedykt XVI w takiej sytuacji nie może odwiedzić Izraela, choć jest to jego pragnieniem.

Ta mało dyplomatyczna deklaracja zmusiła rzecznika Watykanu ks. Federico Lombardiego, zresztą też jezuitę, do dementi: sprawa ekspozycji nie ma decydującego znaczenia w planach ewentualnej pielgrzymki Benedykta XVI do Ziemi Świętej. Izraelski minister spraw zagranicznych Yossi Levi na wszelki wypadek powtórzył, że papież jest mile widzianym gościem. A Instytut Yad Vashem podkreślił, że rola Piusa XII jest wciąż badana przez historyków na całym świecie, a ekspozycja w muzeum zawdzięcza kształt najstaranniejszym ustaleniom badaczy Zagłady. Obie strony pozostały więc przy swoim. Watykan odciął się od Gumpela, ale tylko co do samej wizyty, a nie krytyki ekspozycji, Izraelczycy podtrzymali swą rezerwę co do kanonizacji. I generalnie negatywną ocenę postawy Piusa w latach wojny.

I jakby zgrzytów na linii Kościół–Żydzi było jeszcze mało, sympatycy partii Kadima, do której należy nowa premier Izraela Cipi Liwni, wstawili na swój portal w Internecie fotomontaż – Benedykta XVI ze swastyką na piersi (bo jest gotów kanonizować Piusa XII). Wybryk usunięto, ale zdążył nabrać rozgłosu. I tak cały ten splot rocznicowych zdarzeń reaktywował sprawę „milczenia” papieża Pacellego. W istocie jest ona dziś mniej sporem o historyczne fakty, a bardziej rodzajem wojny kulturowej między konserwatyzmem a nowoczesnością. Toczy się ona na kilku poziomach. Przede wszystkim wśród katolików i między niektórymi katolikami i Żydami, lecz także między różnymi środowiskami żydowskimi oraz polityczną lewicą i prawicą. Prawda historyczna schodzi w takiej sytuacji na bok, na czoło wysuwają się uprzedzenia i emocje.

Papież Pius XII jest ikoną katolickich tradycjonalistów: rządził Kościołem jeszcze przedsoborowym – a dla nich reformy soborowe to czas groźnego kryzysu w Kościele – przeprowadził go przez wojnę światową i pewną ręką sterował podczas zimnej wojny, był mistykiem i intelektualistą, a przede wszystkim wcieleniem pobożności. W takim Piusie obóz katolickich konserwatystów widzi wzór na nasze czasy.

Ale dla katolików potocznie zwanych liberalnymi Pius XII to właśnie zaprzeczenie bliskiej im wizji Kościoła. Nie mieści się w niej kanonizacja, wywołująca tak ostre podziały. W tym obozie uszanowanie racji żydowskich jest kluczowe, bo potwierdza, że Kościół jest nadal wierny własnym słowom o radykalnym odcięciu się od antysemityzmu i antyjudaizmu. Nawet jeśli część zarzutów żydowskich nie ma mocnych podstaw.

Inaczej niż pół wieku temu, podejście do Szoah, ludobójstwa na Żydach, wyznacza współczesne moralne standardy w kulturze zachodniej. Kanonizacja Piusa XII w takim kontekście wydaje się jej przeciwnikom ich rozmywaniem. Tyle że nawet Żydzi widzieli to inaczej zaraz po wojnie, kiedy pojęcia Szoah nie było jeszcze w obiegu. Za pomoc w ratowaniu Żydów i ujmowanie się za nimi dziękowali Pacellemu rabini rzymscy, działacze Światowego Kongresu Żydowskiego, a nawet, na forum ONZ, syjonistka Golda Meir. Także dzisiaj część żydowskich środowisk w Rzymie, zainteresowana dobrymi stosunkami z Kościołem i papiestwem, nie jest zachwycona protestami takimi jak we Francji czy Izraelu.

W 1963 r. wystawiono sztukę Rolfa Hochutha „Namiestnik” o milczeniu Piusa XII. To był powojenny punkt zwrotny. Sztuka stała się manifestem europejskiej lewicy wymierzonym w Kościół jako bastion prawicy i w papieża Piusa jako tego, który komunizm uważał za większe zło niż nazizm. Tak powstał drugi front sporu. W latach zimnej wojny był może najważniejszy. Zarzut milczenia w kwestii zbrodni Hitlera miał kompromitować Kościół nie tylko w opinii publicznej, lecz także wśród katolików, szczególnie w bloku radzieckim. Po upadku komunizmu polityczny spór o Piusa XII nie wygasł całkowicie. Choć w istocie mało jest dowodów, że Pacelli był fanatycznym antykomunistą, do dziś w takiej roli się go obsadza. Ma to utwierdzać reakcyjny wizerunek Kościoła.

Jest poza dyskusją, że wojenna postawa Piusa XII była niejednoznaczna. Ale upraszczanie prawdzie nie służy. Pius XII milczał nie tylko w sprawie ludobójstwa na Żydach. Nie potępił też publicznie masowych prześladowań katolików w wojennej Europie. Przywódcy zachodni nie od razu uwierzyli informacjom o tym, jaki los zgotowali naziści Żydom, i nie podjęli oddzielnej akcji zbrojnej w ich obronie. Utrudniali protesty środowisk żydowskich w USA, by mieć większą swobodę prowadzenia wojny z Hitlerem.

Pytanie, czy zrobiono dostatecznie dużo dla ratowania Żydów, odnosi się nie tylko do Piusa XII i do Kościoła. Trzeba je stawiać w imię prawdy i ku przestrodze, i dobrze, że się je stawia. Szkoda natomiast, że tym pytaniem się manipuluje, robiąc z milczenia Piusa XII pretekst do dzisiejszych ideologicznych wojen w świecie katolickim i poza nim.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną