Blogi: upadek profesjonalnego dziennikarstwa czy narodziny nowych mediów?

Bój się bloga
Blogi stały się znakiem czasów i postawiły media do góry nogami.

Są publicznie dostępnym pamiętnikiem XXI wieku. Mają wpływ na to, kto zostanie prezydentem, a kto odpadnie w przedbiegach. Donoszą o przewrotach i powstaniach w odległych częściach świata, do których reporterzy docierają po fakcie. Rejestrują ślady codziennego życia milionów mieszkańców globu, którzy wcześniej nie mieli głosu. Blogi stały się znakiem czasów i postawiły media do góry nogami. Ale w manii blogowania kryje się niebezpieczeństwo, ostrzegają krytycy: upadek profesjonalnego dziennikarstwa i ogólne pomieszanie pojęć.

Best of the Blogs

Dziś każdy powinien mieć bloga. Gazety i portale informacyjne bez towarzyszącej newsom sfory blogów są absolutnie passé. CNN ma CNN Political Ticker, Washington Post ma The Fix, BBC ma bloga, a New York Times 70. 95 proc. 100 największych gazet amerykańskich prowadzi blogi (według The Bivings Group). Blogów jest tyle, że chyba nikt nie jest w stanie ich czytać, ani nawet przeglądać. Dlatego są rankingi blogów i nagrody na najlepszy blog roku.



BOBs - Best of the Blogs - to największy (dotychczas) międzynarodowy konkurs na najlepszy blog, założony i sponsorowany przez Deutsche Welle we współpracy z Reporterami bez Granic. Od czterech lat jury i czytelnicy blogów wybierają swoich faworytów w 16 kategoriach. W tym roku jury postawiło na blog kubański, Generación Y. Yoani Sanchez, autorka bloga, zasłużyła sobie na nagrodę jako głos całej kubańskiej generacji, dając światu wgląd w to, co dzieje się w republice socjalistycznej. W kategorii Reporterzy bez Granic jury uhonorowało dwa blogi: zapiski żony chińskiego dysydenta i perski blog walczący o prawa kobiet w Iranie. Czytelnicy w tej kategorii wybrali z kolei Generación Y i na drugim miejscu blog bezrobotnych absolwentów z Maroka, dzięki któremu światowa publika może przekonać się, na czym polega marokański aktywizm - najbardziej ugruntowany spośród wszystkich krajów na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, jak uzasadnia organizator konkursu.
 
Obywatel dziennikarz

Mimo, że BOBs wytypował wiele blogów spoza kręgu kultury anglosaskiej, wiadomo, że najbardziej zapamiętanymi politycznymi blogerami są Amerykanie. W Stanach Zjednoczonych z wpływowymi politycznymi blogami musi liczyć się polityczny establishment. Na przykład Daily Kos, założony przez młodego latynoamerykańskiego weterana, w ciągu pięciu lat urósł do rozmiarów, które pozwalają mu determinować losy polityków. Na stronie Markosa Moulitsasa Zúniga przeczytać można posty Baracka Obamy, Jimmy'ego Cartera, Nancy Pelosi (spikera Izby Reprezentantów), senatorów, kongresmanów i gubernatorów - obok dziesiątków tysięcy opinii zwykłych Amerykanów.

The Guardian stworzył własną listę 50 najbardziej wpływowych blogów, którą otwiera amerykański The Huffington Post. „Historia blogów politycznych dzieli się na przed i po Huffington", uzasadnia wybór brytyjska gazeta. Dobrym porównaniem dla sytuacji w blogosferze przed Huffington mogą być czasy gorączki złota: zanim do akcji wkroczyły koncerny wydobywcze, zapaleni poszukiwacze złota przeczesywali strumienie w poszukiwaniu samorodków. Podobnie z blogerami: zanim znana milionerka Arianna Huffington trafiła na żyłę złota i założyła bloga, pionierzy surfowali po Internecie siedząc w pidżamach przed swoimi pecetami. Huffington udowodniła, że tradycyjne metody - głębokie kieszenie, marketing i kontakty - mają takie samo zastosowanie do blogosfery, jak do wszystkiego innego. Po sukcesie The Huffington Post koncerny medialne dostrzegły sieć jako rynek do zdobycia.

Wtedy blogi zaczęły zmieniać media. Według najświeższych danych Technorati, wyszukiwarki internetowej do blogów, internetowe pamiętniki stały się integralną częścią medialnego ekosystemu i weszły do Top10 stron internetowych we wszystkich kluczowych kategoriach. Co do ilości blogów nie ma zgody. Według oceny Technocrati z sierpnia 2008 r., blogów było wtedy 189 milionów, ale ponieważ blog powstaje, według niektórych szacunków, co pół sekundy, w tej chwili jest ich dużo więcej. Z drugiej strony większość blogów zostaje porzucona wkrótce po utworzeniu i tylko nieliczne osiągają sukces czytelniczy - często kosztem gazet, które zorientowały się, że tracą czytelników i zaczęły sponsorować własne blogi. Wraz z niekontrolowanym rozrostem blogosfery granice między blogiem a portalem informacyjnym zaczęły się zacierać się: większe blogi upodabniają się do portali, a portale przejmują pomysły od blogerów.
 
Bój się bloga
 
Pytanie brzmi: co się stanie z dziennikarstwem, jeśli blogi nadal będą odbierały czytelników tradycyjnym mediom? Nie chodzi zresztą tylko o czytelników i utracone dochody. Zagrożone są fundamentalne wartości - neutralność informacji i dziennikarska etyka zawodowa.

Bo co jest dla głodnego rozrywki i cierpiącego na chroniczny brak czasu odbiorcy newsa bardziej interesujące: artykuły z gazet opisujące ataki w Mumbaju dzień po fakcie, czy relacje świadka na Twitter zaraz po tym, jak padły pierwsze strzały? („What the fuck! I just heard a loud blast! What the fuck is happening in Mumbai?... Góry ciał. Goście hotelowi z Oberoi. Obsługa. Wszyscy martwi.") Ale ostrożnie. Kto sprawdza wiarygodność tych relacji? Skąd mamy pewność, że blogerzy mówią prawdę? I czy kogokolwiek to jeszcze obchodzi?

Nie tylko polskie dziennikarstwo przeżywa kryzys. Jak bardzo blogi poruszają środowisko żurnalistów w Ameryce, można przekonać się czytając dyskusje na forach Poynter Online, strony amerykańskiego instytutu szkolącego dziennikarzy. „Pokażcie mi tego, kto pierwszy założył bloga, a połamię mu kości!", deklaruje jeden z dyskutantów. Blogi to najgorsza rzecz jaka wydarzyła się dziennikarstwu, lamentują fachowcy. Teraz profesjonaliści muszą konkurować z blogującym Jankiem Kowalskim o szybko wykruszających się czytelników. Poważną konsekwencją obniżenia standardów dziennikarskich będzie rozprzestrzenienie się „nieuczesanych myśli", niedorobionych, a może nawet przekłamanych informacji, wśród których biedny czytelnik nigdy się nie połapie. Niebezpieczeństwo tkwi także w tym, że ludzie zaczynają czytać tylko to, co potwierdza ich przekonania. Są blogi konserwatywne, liberalne, anarchistyczne - blogi absolutnie wszelkiej maści, dzięki którym czytelnicy utwierdzają się w swoich słusznych i niezachwianych poglądach.

Media to my

Media są winne same sobie, ripostują zwolennicy blogów. Ludzie odwracają się od „poważnych gazet" i szukają alternatywnych źródeł informacji, bo stracili zaufanie do medialnej machiny. Tak, blogi polityczne są stronnicze - ale czy tzw. media głównego nurtu nie są? Uczciwsze wydaje się deklarowanie barw już na wstępie. Owszem, blogi zazwyczaj mają określone - i niejednokrotnie krzykliwie prezentowane - zdanie w danej sprawie. Czasem się mylą. Ale często wyrażają opinie zupełnie pomijane przez korporacje medialne. Teraz, dzięki blogom, każdy może być wydawcą, a między autorem i czytelnikiem nie stoi już żaden bramkarz - redakcja, która przesiewa informacje. Na blogach znaleźć można rewelacje pomijane przez dominujące media. Niektórzy twierdzą wręcz, że nie da się dziś uprawiać dziennikarstwa politycznego bez czytania blogów: „Spora część blogerów to dziennikarze, niektóre blogi bawią się w dziennikarstwo, to wszystko komentują czytelnicy, dorzucając nowe fakty, z których z kolei korzystają profesjonalni dziennikarze. Dzięki blogom wszyscy jesteśmy Mediami".

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj