Chaled Meszal – kim jest człowiek, który pociąga za sznurki w Hamasie

Wieczny uciekinier
Czy jego przywództwo będzie oznaczać nieustanną wojnę z Izraelem, czy jednak przyniesie szansę na pokój na krwawiącym dziś Bliskim Wschodzie?
Mózg Hamasu
Kheirhah Mohammad/BEW

Mózg Hamasu

Urodził się 53 lata temu pod Ramallah na Zachodnim Brzegu. Kiedy w 1967 r. wybuchła wojna sześciodniowa, 11-letni wówczas Meszal wraz z całą rodziną wyjechał do Kuwejtu, gdzie wcześniej osiadł jego ojciec, rolnik i jednocześnie imam w meczecie. Wiele lat później wspominał rok 1967 jako wielki szok w swoim życiu  wypędzenie z kraju i konieczność przystosowania się do nowych warunków. W 1971 r. wstąpił do organizacji Bractwo Muzułmańskie. W Kuwejcie chodził do gimnazjum i liceum, a następnie studiował fizykę, którą ukończył w 1979 r. Po studiach przez kilka lat pracował jako nauczyciel. W Kuwejcie mieszkał do 1991 r., czyli do wybuchu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej. W tym konflikcie Palestyńczycy stanęli po stronie Saddama Husajna, więc po wyzwoleniu Kuwejtu stali się w nim nieproszonymi gośćmi.

Zapał
W czasie studiów Chaled Meszal przewodził studenckiej grupie Braci - Palestyńczyków (Islamska Liga Palestyńskich Studentów). Ten ruch był jedną z podwalin przyszłego Hamasu, a Meszal stał się jednym z członków-założycieli tej organizacji.

HAMAS to akronim Harakat al-Muqawamah al Islamija, czyli Ruch Islamskiego Oporu, a samo słowo tłumaczy się na język polski jako „zapał". Korzenie Hamasu sięgają istniejącej w Egipcie w latach 20. ubiegłego wieku organizacji Bractwo Muzułmańskie. Oficjalnie Hamas powstał w 1987 r. w Gazie, co zbiegło się z wybuchem pierwszej intifady. Hamas nie stał jednak za jej wybuchem, była to raczej spontaniczna eksplozja niepokojów społecznych. Co ciekawe, na nową organizację dość przychylnym okiem spoglądał Izrael, który widział w niej przeciwwagę dla kierowanego przez Jasera Arafata Fatahu. W odróżnieniu od świeckiego Fatahu, Hamas był organizacją islamską, głoszącą hasła wyzwolenia ziem muzułmańskich spod władzy Izraela  dodaje Rachela Tonta z katedry Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ.

Chociaż od początku Hamas miał na sztandarach hasło niepodległej Palestyny, skupiał się raczej na działalności społecznej i charytatywnej. Budował szkoły, szpitale, wypłacał renty dla inwalidów wojennych, i zapomogi dla wdów. To właśnie społeczne zaangażowanie Hamasu w dużym stopniu przyczyniło się do jego zwycięstwa w wyborach parlamentarnych w Autonomii Palestyńskiej w 2006 r. Sami działacze uważają swój ruch nacjonalistyczny i islamski, zarazem polityczny, militarny, jak i socjalny: To Zachód widzi w nim tylko organizację terrorystyczną  uważa dr Hayssam Obeidat z Katedry Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ.

Formalnie najwyższą władzą Hamasu powinna być opisana w Koranie „rada mędrców", w przypadku Hamasu licząca początkowo ok. 50-70 osób. Ze względów praktycznych, radę zastąpiło z czasem biuro polityczne, na czele którego stoi dziś Chaled Meszal. - Nie sądzę, aby decyzja o ewentualnym zawieszeniu broni mogła zapaść bez Meszala, mimo że w Gazie są inni ważni politycy Hamasu np. premier Ismail Hanija czy Mahmud Az-Zahar - uważa Rachela Tonta. Dlatego wysłannicy Meszala, którzy prowadzą rozmowy z Egiptem, zaangażowanym jako rozjemca w obecnym konflikcie, podróżują między Kairem a Damaszkiem, gdzie mieszka Meszal.

W 1989 r. Izrael zdelegalizował Hamas i zadał tej organizacji potężny cios, zabijając i wsadzając do więzienia wielu z jej liderów. Jednym z pojmanych był szejk Ahmed Jasin. Był to czas sporych przeobrażeń w Hałasie. Podzielił się on wówczas na biuro polityczne i skrzydło zbrojne - oddziały nazwane Ezzedeen AlQassam na cześć legendarnego szejka Ezzedeena AlQassama, wpływowego sunnickiego duchownego w latach 30. na terytorium brytyjskiego mandatu w Palestynie. Ten podział na ciało polityczne i oddziały militarne istnieje do dziś. Oznacza, przynajmniej teoretycznie, że biuro polityczne finansuje i dba o spójną ideologiczną linę organizacji, ale nie decyduje w sposób bezpośredni o akcjach wojskowych.

Dziś szefem brygad jest Mohamed al-Dajf, na którego życie było już kilka zamachów. Nikt się do ich przeprowadzenia nie przyznał, ale wszelkie podejrzenia padają na Izrael. Według oficjalnej strony internetowej brygad Mohamed al-Dajf jest konstruktorem broni, próbował m. in. odtworzyć izraelski pistolet maszynowy uzi i pistolet star, ale bez powodzenia. Udało mu się jednak skonstruować używane do dziś przez Hamas bomby z zapalnikami i rakiety kasłam, które według Hamasu mają zasięg do 9 km, choć oczywiście „nie widzą celu".

Zatruta sława

Rozbicie władz Hamasu w 1989 r. spowodowało wzrost znaczenia tych przywódców organizacji, którzy mieszkali poza Izraelem. Meszal, który od samego początku był członkiem politbiura Hamasu, a w 1996 r. stanął na jego czele i funkcję tę sprawuje do dziś. Już rok po jego nominacji, Izrael podjął próbę zlikwidowania Meszala w Ammanie, stolicy Jordanii. Była to ponoć bezpośrednia decyzja ówczesnego premiera Beniamina Natanjahu. Zamach się nie powiódł, ale jego następstwa były jedną z głośniejszych wtedy spraw na Bliskim Wschodzie.

Wiadomo, że w operację zgładzenia Meszala byli zaangażowani agenci Mossadu, posługujący się kanadyjskimi paszportami. Wprawdzie udało im się podać Meszalowi truciznę, ale zostali bardzo szybko zdemaskowani. Dwóch z nich zatrzymały jordańskie służby bezpieczeństwa. Meszal jeszcze żył. Wówczas padła niezwykła propozycja. Król Jordanii Hussejn, w zamian za zwolnienie agentów Mossadu, zażądał dostarczenia odtrutki dla Meszala oraz zwolnienia z izraelskiego więzienia skazanego na dożywocie szejka Ahmeda Jasina. Według części źródeł, premier Natanjahu początkowo odmówił, lecz ostatecznie ustąpił za namową prezydenta USA Billa Clintona.

Wypuszczenie szejka Jasina z więzienia transmitowały najważniejsze światowe stacje telewizyjne. W blasku fleszy ogrzał się także sam Meszal. To wtedy stał się gwiazdą organizacji. Z kolei wyjście Jasina z więzienia ostudziło nastroje w Hamasie, gdzie po 1989 r. panowało spore zamieszanie oraz walka o władzę między odradzającymi się na terenie Izraela grupami a mieszkającymi za granicą liderami ruchu.

W 1999 r. między Jordanią a Izraelem nastała odwilż i Jordania przestała tolerować biura Hamasu na swoim terytorium. Meszal, o którego życie król Husejn walczył jeszcze dwa lata wcześniej, teraz został aresztowany, a następnie wydalony z kraju. Udał się wówczas do Kataru, a następnie do Syrii, gdzie mieszka do dziś. Zdaniem prof. Janusza Daneckiego z Zakładu Arabistyki i Islamistyki UW, obecność Meszala jest na razie Syrii na rękę: - Może traktować go jako kartę przetargową w rozmowach z Izraelem. Będzie udzielać mu schronienia, dopóki nie zawrze z sąsiadem porozumienia w sprawie Wzgórz Golan. Gdyby to nastąpiło, zdaniem prof. Daneckiego, dalsze losy Meszala będą w rękach Izraela: - Mogą mu pozwolić wrócić do Palestyny albo wskażą jakiś inny kraj.

Pragmatyk
Meszal ma opinię inteligentnego gracza, który nie unika dialogu, ale potrafi twardo negocjować. W kwietniu ubiegłego roku doszło do spotkania Meszala z Jimmym Carterem. Część amerykańskich mediów dostrzegło w tym wydarzeniu szansę na pokój. „Hamas i Syria są otwarte na zawarcie pokoju"  cytował Cartera New York Times. Ale w tej sprawie ważne okazały się niuanse.) Carter relacjonował, że porozumiał się z Meszalem, że Hamas zaakceptuje stworzenie palestyńskiego państwa na terenie obecnej Gazy i Zachodniego Brzegu. Warunkiem miała być zgoda Palestyńczyków, wyrażona w referendum, a ceną dla Hamasu  10 lat spokoju dla Izraela. Tyle, że sam Meszal oświadczył w mediach, że Hamas zaakceptuje taką koncepcję pod warunkiem wycofania się Izraela do granic z 1967 r. (na terytorium Palestyny musiałaby się więc znaleźć Wschodnia Jerozolima, co dla Izraela jest nie do przyjęcia) i prawo do powrotu Palestyńczyków. Na głowę Cartera ze strony Izraela i ekipy Georga Busha posypały się gromy, ponieważ prowadzą one politykę nie podejmowania rozmów z Hamasem, którego traktują jako organizację terrorystyczną.

Meszal w udzielanych wywiadach nie jest już tak kategoryczny i radykalny jak w konwencji Hamasu z 1988 r., w której mowa o eliminacji Izraela: "Izrael będzie istniał dopóty, dopóki Islam nie zlikwiduje go,  tak jak uczynił to z innymi przedtem". W 2007 r. Meszal mówił w brytyjskim dzienniku The Guardian:  „Izrael, jest częścią Narodów Zjednoczonych i nie zaprzeczamy jego istnieniu. Ale wciąż mamy prawo i ziemię tam pozostawioną, która została przywłaszczona". Meszal wielokrotnie domagał się powrotu do granic sprzed 1967 r. „Problemem nie jest to, że istnieje podmiot zwany Izraelem. Problemem jest, że nie istnieje państwo palestyńskie". Zdaniem prof. Daneckiego takie poglądy obrazują ewolucję, jaką przeszedł Hamas:  Okazało się, że haseł zniszczenia Izraela nie ma za co sprzedać, stąd złagodzony ton. To Meszal go nadaje, od niego to wychodzi.

 Hamas przeszedł drogę od radykalizmu do pragmatyzmu politycznego, choć od czasu wyborów świat nie pozwolił mu tego pokazać  dodaje Rachela Tonta. Pragmatykiem i realistą jest także Meszal. Ma posłuch wśród bojowników, bo to głównie on dzieli środki. Nie wiadomo wprawdzie dokładnie, jakie kwoty zasilają kasę Hamasu, ale wiadomo, że źródeł finansowania jest kilka: - Z jednej strony Iran, co wynika z jego antyizraelskiej polityki, z drugiej część środków z tzw. „zakatu", czyli podatku wszystkich muzułmanów w wysokości minimum 2,5 proc. wartości własności rocznie - tłumaczy prof. Danecki.

 Mimo trudnej sytuacji w wypowiedziach Meszal w ciągu ostatnich tygodni nie zauważyłem niczego radykalnego. Ich ton jest umiarkowany, nikogo nie obraża, nie atakuje, nawet prezydenta Abbasa  mówi dr Hayssam Obeidat.

Co mówi Meszal? 3 stycznia 2009 r. wypowiadając się dla arabskich mediów Meszal ostrzegł Izrael przed atakiem lądowym. Twierdził, że jeśli żołnierze izraelscy wejdą na teren Gazy, to „czeka ich czarny los". Zwracając się do przywódców politycznych w Izraelu stwierdził: „Krew Gazy to najkrótsza droga do zakończenia waszej politycznej kariery". Zapewnił także, iż Hamas jest bardzo dobrze przygotowany do walki i na pewno ją wygra. Potwierdził wprawdzie, że Gaza przeżywa katastrofę humanitarną, ale uspokoił, że ruch oporu ma się dobrze, i że Izraelowi nie udało się zadać zbyt dotkliwych strat. Zapewnił, że choć są prowadzone rozmowy z krajami arabskimi i muzułmańskimi w celu zawieszenia broni, „Hamas nie ugnie się przed żadnymi warunkami".

W przyszłym roku w Autonomii Palestyńskiej mają odbyć się wybory parlamentarne, które prawdopodobnie zostaną połączone z prezydenckimi (prezydent Mahmud Abbas przedłużył o rok swoją kadencję):  Na scenie politycznej nie tyle Hamas zyskuje punkty, co traci je Fatah. Dziś Abbas i jego zaplecze uważani są za zdrajców, trzeciej siły nie ma mówi Tonta. A to oznacza, że po raz kolejny Hamas może stać się w Autonomii siłą numer jeden. Nie tylko w Gazie, ale także na Zachodnim Brzegu. Politolodzy zajmujący się sytuacją na Bliskim Wschodzie spekulują, że dzisiejszy dramat w Gazie nie osłabi liderów Hamasu:  Ludzie uważają, że siedemnaście lat rozmów pokojowych nic nie dało, ani nadziei, ani poprawy sytuacji gospodarczej, a liczba arabskich gett wzrosła do siedmiuset mówi Obeidat. Hamas jawi się w tym układzie jako wybawca. Jego liderzy dobrze wyczuwają społeczne nastroje, więc ich gniew, za którym stoi gniew setek tysięcy Palestyńczyków w Gazie, na pewno szybko nie minie.

Źródła: m. in.  Aljazeera, Journal of Palestine Studies, Wikipedia

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj