Jak się buduje Gazociąg Północny

Sto tysięcy rur
Prace nad Gazociągiem Północnym nabierają obrotów, mimo że na jego budowę nie wydano jeszcze zezwolenia.
Budowanie gazociągu
Aaron Jacobs/Flickr CC by SA

Budowanie gazociągu

Zupełnie jak w filmach o mafii. Najpierw bezbronne ofiary wiezie się przez pół kraju, potem zatapia w betonie, a na koniec opuszcza na dno morza. Tyle że tym razem chodzi o tysiące metalowych rur, a ich właścicielom przyświecają zgoła inne cele niż dyskretne pozbycie się ofiar. Jeśli wszystko potoczy się po ich myśli, to w 2011 roku przez Morze Bałtyckie długim na 1,2 tys. km gazociągiem popłynie do Niemiec rosyjski gaz.

Prace wstępne ruszyły pełną parą. Codziennie trzy pociągi towarowe transportują liczące 12 metrów długości rury. Stacja początkowa to Mühlheim nad rzeką Ruhrą, a końcowa - Sassnitz na Rugii. Tam, w przebudowanym porcie promów kolejowych w Mukran, rury układa się w sztaple, które wyglądają, jakby były dziełem niewyżytego artysty-instalatora. Docelowo Mukran ma stać się punktem składowania 60 tys. elementów gazociągu. Jedna trzecia rur już tam trafiła, mimo że oficjalnego zezwolenia na budowę Gazociągu Północnego jeszcze nie wydano.

Beton z żelazem

- Realizacja projektu wymaga bardzo dobrego przygotowania logistycznego - mówi Jens Müller, rzecznik konsorcjum zarządzającego Nord Stream. Tak ogromnej ilości stali potrzebnej do produkcji rur nie ma na składzie żaden zakład metalurgiczny świata. Należy również zatroszczyć się o dostateczną liczbę wyspecjalizowanych statków układających rury. - Jeśli ktoś chce poważnie podejść do planu budowy, musi zarezerwować potrzebne materiały i urządzenia z dużym wyprzedzeniem - uważa Müller. A może się zdarzyć, że wszystko trzeba będzie spakować i odesłać do domu. Z tym też trzeba się liczyć.

Zanim stalowe rury opuszczą zakład produkcyjny i udadzą się w podróż na Rugię, poddaje się je kontroli w celu wykluczenia uszkodzeń. Od wewnątrz wykonuje się izolację żywicą epoksydową, by zoptymalizować przypływ gazu. Natomiast od zewnątrz są powlekane trzema warstwami polietylenu, który ma chronić stal przed rdzą. Na tak przygotowane rury czeka kolejny zabieg - już na Rugii pokrywa się je betonem. - Beton sprawia, że rura leży później tam, gdzie leżeć powinna - tłumaczy Werner Rott, dyrektor techniczny Nord Stream. - Bez dodatkowego balastu metr stalowej rury nie byłby cięższy od wypierającej go wody. A wówczas gazociąg mógłby się przemieścić. Aby uniemożliwić rurom wypłynięcie na powierzchnię, beton miesza się z żelazem. Ciężar balastu jest obliczany osobno dla każdego segmentu. Na niektórych odcinkach wynosi on nawet 31 ton.

Mukran to nie jedyne miejsce, w którym betonuje się rury. Drugi taki zakład mieści się w fińskim porcie Kotka - niedaleko wschodniego końca gazociągu, tam, gdzie w połowie drogi między Helsinkami a Sankt Petersburgiem rury wychodzą na ląd. W Kotce stosy rur także sięgają nieba.

- Odrobiliśmy swoje zadanie domowe i ufamy, że następnej wiosny ruszymy z budową - mówi Müller. Kraje nadbałtyckie nadal toczą jednak spory o ekspertyzy środowiskowe, dzielą się swoimi obawami przed rosyjskimi szpiegami, a najchętniej widziałyby gazociąg przebiegający przez ich terytoria, co pozwoliłoby im na pobieranie opłat z tego tytułu.
Jedno jest pewne: grunt pod budowę został przygotowany. Przebieg wycenianego na 7,5 mld euro gazociągu zaplanowano co do metra. Podwodne urządzenia poszukują na dnie Bałtyku naturalnych zagrożeń geologicznych oraz niekorzystnych skutków działalności człowieka. Podczas dwóch wojen światowych do wód Morza Bałtyckiego trafiło ponad 100 tys. min morskich. Większość z nich opadła na dno. Są też bomby fosforowe, a także granaty i broń chemiczna. Do lat 60. NRD usuwała do Bałtyku bojowe środki chemiczne.

- Wytropienie pozostałości uzbrojenia jest dla nas najważniejszym wyzwaniem. Musimy zagwarantować bezpieczeństwo podczas układania rur - mówi rzecznik Nord Stream.

Badanie dna morza trwa od 2005 roku. Na początku pobieżnie sprawdzono korytarz o szerokości dwóch kilometrów, potem szeroki na 150 metrów dukt, a na koniec 7,5-metrowe pasy po obu stronach trasy gazociągu. W tym celu wykorzystano echosondy, sensory indukcyjne, a także kamery i gradiometry, dzięki którym można wykryć metale zawierające żelazo. - Każdy przedmiot wielkości puszki coca-coli został przez nas przechwycony, opisany i oceniony - przekonuje Müller. W samej Zatoce Fińskiej znaleziono około 50 min. Teraz zajmą się nimi saperzy. Nord Stream przyznaje jednak, że niektórych bomb nie udało się zlokalizować.

Z jak dużym ryzykiem mamy do czynienia, przekonamy się dopiero, gdy pierwszy ze statków układających podniesie kotwicę. Każdego dnia 300-osobowa załoga ma układać trzy kilometry gazociągu. W sumie na zbudowanie rurociągu potrzeba 100 tys. rur. Wynik taki można osiągnąć tylko dzięki sprawnej pracy taśmowej. Robotnicy będą spawać rurę za rurą do wynurzonego końca gazociągu. Spoiny otuli specjalna powłoka, która przyklei się do nich, tworząc wodoodporną warstwę. Całość pokryta zostanie warstwą poliuretanów. Statek będzie powoli przemieszczać się do przodu, a gazociąg, zawieszony na znajdującym się na rufie wysięgniku, będzie ostrożnie opuszczany na głębokość do 210 metrów. - Podczas zanurzania oddziałują niesamowite siły - mówi Werner Rott. - Ale nasze statki są na to przygotowane.

Pod ciśnieniem

Osiem turbin lotniczych będzie napędzać sprężarki i tłoczyć po rosyjskiej stronie gaz pod ciśnieniem 220 barów w rurę o średnicy 1,15 m. W miarę przemieszczania się po dnie Bałtyku, co w sumie zajmie dwie i pół doby, ciśnienie będzie stopniowo maleć. Na Rugię metan trafi pod ciśnieniem 100 barów. Na Zachód ma płynąć 27,5 mld msześc. gazu rocznie. W 2012 roku, na który Nord Stream zaplanował położenie drugiego równoległego rurociągu, wartość ta ma być dwa razy większa. Według obliczeń Komisji Europejskiej byłaby to jedna dziesiąta europejskiego zapotrzebowania na gaz.

Najpierw jednak z przewodów leżących niedaleko Greifswaldu popłynie woda. Za pomocą cieczy, wystawionej na jeszcze większe ciśnienie niż gaz, właściciele rur chcą przetestować działanie systemu. Przynajmniej przez dobę nie ma prawa spaść ani jedna kropla. Po sprawdzianie szczelności i wyczyszczeniu rur przy użyciu azotu, w mierzący 1220 km gazociąg zostanie wtłoczony gaz.  Eksperci planują wysyłać co jakiś czas do wnętrza rurociągu specjalne roboty, napędzane ciśnieniem gazu, które za pomocą pola magnetycznego będą szukać uszkodzeń i miejsc pokrytych rdzą. Molochy, jak się o nich mówi, nie nadają się jednak na szybkich zwiadowców, ponieważ ich podróż inspekcyjna potrwa dobre trzy dni.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj