Jacek Żakowski
7 sierpnia 2011

Z Rafałem Pankowskim o prawicowych radykałach

Niebezpiecznie szeroki margines

 

To jeszcze nie jest ruch masowy.
W realu może nie. W Internecie jest. Masowy i globalny. Szczególne znaczenie mają blogi autorów amerykańskich, między innymi dlatego, że amerykańska doktryna wolności słowa chroni także poglądy otwarcie rasistowskie czy faszystowskie. Międzynarodowa struktura jest ważna. W razie potrzeby angielski chuligan z Ligi Obrony znajdzie oparcie w Norweskiej Lidze Obrony czy w Holenderskiej Lidze Obrony. A poza tym ma wielu sojuszników w licznych organizacjach czy sieciach typu Stop Islamizacji Europy albo w międzynarodowych faszyzujących bojówkach, takich jak Krew i Honor czy Combat 18 („18” od inicjałów Adolfa Hitlera – pierwszej i ósmej litery alfabetu). Jest też Europejski Front Narodowy, do którego należą skrajne, ale oficjalnie działające organizacje z kilkunastu krajów – głównie z Włoch, Hiszpanii, Niemiec, Polski. Takich sieci jest kilka.

Ile osób w nich działa?
Aktywnie kilkanaście tysięcy. Luźno kilkadziesiąt tysięcy. Ale ważne jest to, że dzięki mgławicowej, wirtualnej strukturze mogą mieć dużo większy zasięg, niżby to wynikało z członkostwa. Dla Breivika naturalnym punktem odniesienia był Nordisk – skupiające ponad 20 tys. uczestników panskandynawskie forum internetowe służące wymianie i propagowaniu myśli faszystowskiej.

Breivik wchodził na te strony, rozsyłał swoje memoriały po całej Europie, podróżował do Anglii, żeby nawiązać kontakt z Angielską Ligą Obrony. Był w Polsce. Czy to już jest rodzaj nowej międzynarodówki?
To jest stosunkowo nowy fenomen. Antyislamizm połączył tradycyjne europejskie skrajne nacjonalizmy w coś, co chyba przybrało już formę ksenofobii paneuropejskiej albo paneuropejskiego szowinizmu. Dotychczas europejski szowinizm reprezentował wynaturzoną tożsamość narodową. Polaków wobec Żydów i Niemców, Litwinów wobec Polaków i Rosjan. Teraz najgorętszy szowinizm i ksenofobia powołują się na tożsamość europejską wobec przybyszów spoza Europy i kultur pozaeuropejskich.

Tak jest w całej Europie?
Teraz już praktycznie w całej. Chociaż w różnym stopniu. Norwegia wydaje nam się sympatycznym krajem. Ale ma faszystowską tradycję z lat II wojny światowej, a populistyczna Partia Postępu, do której należał Breivik, ma około 20 proc. poparcia. W Finlandii Partia Prawdziwych Finów – podobnie. Tam to jest świeże zjawisko. Podobna do nich Partia Szwedzkich Demokratów, najbardziej radykalna spośród tych partii skandynawskich, też już jest w parlamencie.

Ale pod względem skali prawicowego ekstremizmu najbardziej niepokojącym miejscem na mapie Europy są w tej chwili Węgry. Jobbik, który jest trzecią siłą w węgierskim parlamencie, wprost nawiązuje do ideologii nazistowskiej. Żadna inna duża partia europejskiej radykalnej prawicy nie głosi oficjalnie tak skrajnych poglądów.

Kiedy to wszystko się zaczęło?
W różnych krajach różnie. W Polsce zjawisko skrajnie prawicowej, rasistowskiej przemocy pojawiło się w latach 90. jako subkultura skinheadów. Na Zachodzie to zagrożenie istniało już wcześniej.

Istniało czy narastało?
Zagrożenie jest stałe. Tylko że my mamy skłonność do bagatelizowania go tak długo, aż się coś strasznego nie stanie. Od 10 lat bagatelizowaliśmy je niemal zupełnie, bo całą uwagę skupiliśmy na fundamentalizmie islamskim. Po 11 Września obecność skrajnej prawicy w Europie się zbanalizowała.

Bo groźni stali się islamiści.
Zachód chętnie w to wierzy. Ale fakty mówią co innego. Europol, unijna agencja bezpieczeństwa wewnętrznego, w zeszłym roku zarejestrował w całej Europie 249 ataków terrorystycznych. Grupy islamskie przeprowadziły trzy z nich. Praktycznie codziennie gdzieś w Europie ma miejsce jakiś akt przemocy ze strony skrajnej prawicy. Często ze skutkiem śmiertelnym. Wiele instytucji, organizacji i osób od lat przestrzegało przed zbliżającą się falą prawicowego terroryzmu. Ale nie sposób było się przebić przez islamofobiczny dyskurs. Aż pełzający prawicowy terroryzm stał się w Unii obecny na co dzień. I jest ważną częścią tej coraz popularniejszej oficjalnie głoszonej ideologii w jej różnych lokalnych odmianach.

Gdyby jakiś islamista legalnie – jak Breivik – kupił trzy sztuki broni palnej i setki kilogramów nawozu, z którego można zrobić ładunek wybuchowy, tajne służby nie spuściłyby go z oka. Na Breivika nikt w Norwegii nie zwrócił uwagi. Nawet po ostrzeżeniach wysłanych przez policję brytyjską. Czy te środowiska są jakoś monitorowane? Czy są już zbyt liczne, żeby je kontrolować?
Anglicy czy Niemcy pewnie by Breivika nie zlekceważyli. W innych krajach uwrażliwienie na skrajną prawicę jest mniejsze.

W Polsce jest dużo potencjalnych Breivików?
Jest kilkadziesiąt tysięcy osób funkcjonujących w orbicie radykalnej wersji rasistowskiej lub nacjonalistycznej ideologii skrajnie prawicowej. Breivików jeszcze nie mieliśmy, ale przez ostatnie 20 lat średnio ponad dwie osoby rocznie były zabijane z pobudek rasistowskich, homofobicznych, szowinistycznych. Wszystkie te śmierci są udokumentowane w „Brunatnej księdze” opracowanej przez Marcina Kornaka. A przypadki śmiertelne to niewielka część aktów agresji ze strony skrajnej prawicy.

W Polsce ta fala też rośnie?
Rosła w latach 2005–07. To się na pewno wiązało z generalnym trendem w życiu politycznym. Ze wzrostem poziomu agresji w polityce i z większym przyzwoleniem dla nietolerancji. Teraz ta fala na szczęście trochę opadła. Te środowiska poczuły, że straciły oparcie w dużej polityce. Ale to nie znaczy, że znikły. Część się nawet zradykalizowała, np. przenosząc sympatię z Młodzieży Wszechpolskiej na Narodowe Odrodzenie Polski, które nie ukrywa rasistowskiej ideologii i wydało po polsku słynne „Dzienniki Turnera” – biblię prawicowego ekstremizmu, inspirującą terrorystów w rodzaju McVeigha i Breivika. A politycznie część przestrzeni zwolnionej przez Młodzież Wszechpolską zajmuje bardziej radykalny Obóz Narodowo-Radykalny.

Sukces 11 Września dodał islamskim terrorystom skrzydeł. Na tej fali zdarzyły się w Europie dwa duże zamachy – w Londynie i w Madrycie. Czy pana zdaniem Oslo jest zapowiedzią fali prawicowych zamachów? Czy raczej będzie to tragiczny incydent – jak Bolonia i Oklahoma City?
W Norwegii społeczna reakcja jest dość budująca. Ale tragedia w Oslo jest jednak objawem dość szerokiej tendencji ksenofobicznej, która z natury realizuje się poprzez przemoc. To nie muszą być tak dramatyczne akty jak w Oslo, ale przypuszczam, że prawicowej przemocy będzie w Europie raczej więcej niż mniej niż dotychczas.

 

Dr Rafał Pankowski – socjolog kultury, koordynator Centrum Monitorowania Rasizmu w Europie Wschodniej, zastępca red. nacz. magazynu „Nigdy Więcej”, wykładowca Collegium Civitas, członek Hate Crime Research Group (Lancaster University), współpracuje m.in. z Chatham House w ramach międzynarodowego projektu badawczego nt. populistycznego ekstremizmu w Europie. Autor książek: „Neofaszyzm w Europie Zachodniej”, „Rasizm a kultura popularna”, „The Populist Radical Right in Poland”.

Newsletter
Zamów newsletter, by otrzymywać najciekawsze artykuły na swój adres e-mail
Polityka on Facebook

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną