Psychologia zbrodni
Morderca, który szuka siebie
Po informacjach o czynie Andersa Breivika dziennikarzom, politykom i zwyczajnym ludziom nie schodziły z ust diagnozy – psychopata, paranoik, szaleniec. Każde z tych słów kryło podobną myśl: człowiek chory, a do tego zły.
Specjaliści zwracali uwagę, że wiele określeń automatycznie powtarzanych w mediach ma znaczenie medyczne. Prostowali, że zwłaszcza nazywanie Breivika psychopatą jest błędem. Jego zachowanie nie zgadza się z podręcznikowym opisem tego zaburzenia, częściej nazywanego antyspołecznym zaburzeniem osobowości. Przejawia się ono gwałceniem praw innych ludzi i nieuznawaniem norm społecznych. Wiąże się też z brakiem odpowiedzialności, poczucia winy i empatii, zakłamaniem i oszukiwaniem innych dla zysku albo dla przyjemności. Psychopatów można podzielić na kalkulatywnych i impulsywnych, tłumaczy dr Paweł Krukow, neuropsycholog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej: – Ci pierwsi nie przeżywają żadnych emocji, ale świetnie radzą sobie z myśleniem. Dokładnie planują swoje działania. Ci drudzy nie planują, działają pod wpływem emocji, zwłaszcza takich jak agresja czy gniew. Nie mają żadnych hamulców.
Neuroobrazowanie strukturalne i funkcjonalne – nowoczesne metody, które pozwalają podglądać mózg także w trakcie pracy – wykazały, że zaburzenia psychopatów mają odzwierciedlenie w jego budowie i sposobie działania.
Naukowcy sprawdzali to w badaniach na więźniach, prosząc ich o rozstrzygnięcie dylematu moralnego (np. czy można zabić jedną osobę, żeby uratować pięć innych?) albo o rozpoznanie emocji. Okazało się, że pewne fragmenty mózgów psychopatów uruchamiają się tylko w 20 proc. albo uruchamiają się w pełni, ale nie łączą się ze sobą, choć powinny. Bywają też źle zbudowane – brakuje w nich na przykład jakiejś warstwy komórek.
– U psychopatów impulsywnych te braki widać w korze przedczołowej, która odpowiada właśnie za planowanie i przewidywanie skutków własnych działań. Na psychopatach kalkulatywnych przeprowadzono znacznie mniej badań z tej prostej przyczyny, że trudniej ich schwytać, bo potrafią się przed tym uchronić – tłumaczy dr Krukow. – Z dostępnych danych wynika jednak, że niewydolne są u nich ośrodki odpowiedzialne za emocje: struktury układu limbicznego, ciało migdałowate.
Skąd się to bierze? Przyczyną może być uraz okołoporodowy czy picie alkoholu przez matkę w ciąży, brak poczucia bezpieczeństwa i miłości we wczesnym dzieciństwie, a wreszcie – geny.
Przetrwać
Wracając do Andersa Breivika: do czasu napisania tego tekstu nie pojawiły się doniesienia, by został poddany badaniom mózgu. Można jednak spekulować, że choć na pierwszy rzut oka wydaje się psychopatą kalkulatywnym, raczej nim nie jest. • Po pierwsze, nie miał wcześniej kłopotów z prawem; w kontaktach z innymi ludźmi podobno zachowywał się dość zwyczajnie – tymczasem pierwsze zaburzenia psychopatów ujawniają się zwykle przed 15 rokiem życia. • Po drugie, według mediów, przed dokonaniem mordu zabójca z Utoyi przyjął leki, które miały go uczynić „czujnym i silnym”; być może chciał więc opanować lęk – emocję, której psychopaci nie przeżywają. • Po trzecie i najważniejsze, norweski morderca jest wyznawcą wyraźnie określonej ideologii, a psychopaci nie angażują się w żadną ideologię. Są w stanie działać jedynie we własnym, bardzo dosłownie rozumianym, interesie: żeby zdobyć pieniądze, przeżyć przyjemność, uniknąć kłopotów.
Żeby pozbawić życia innego człowieka, a nawet wielu ludzi, nie trzeba być psychopatą. Nie trzeba nawet cierpieć na żadne inne zaburzenia zdrowia psychicznego. Owszem, niektórzy zabójcy są ofiarami swoich patologii. Sprawca zbrodni podobnej do tej dokonanej przez Andersa Breivika, Charles Whitman, który w 1966 r. zabił 14 osób, a 38 ranił, strzelając do nich z wieży na kampusie Uniwersytetu Teksańskiego, miał guza mózgu w okolicy ciała migdałowatego.
Wielu morderców nie różni się jednak znacząco od miliardów innych ludzi. 91 proc. mężczyzn i 84 proc. kobiet przynajmniej raz w życiu w żywy i realistyczny sposób fantazjowało o zabiciu innej osoby – wynika z badań Davida Bussa, psychologa ewolucyjnego ze Stanów Zjednoczonych. Oczywiście ogromna większość nigdy tych fantazji nie realizuje. Ale są i inne badania amerykańskiego profesora – na zabójcach ze stanu Michigan. Z tych analiz wynika, że niemal wszyscy przestępcy (96 proc.) byli poczytalni, gdy dokonywali zbrodni – zdawali sobie sprawę, że ich czyn jest moralnie zły i niezgodny z prawem.
Z perspektywy zdrowego rozsądku zabicie człowieka wygląda na sprzeczne z naturalnym ewolucyjnie dążeniem do zachowania gatunku. David Buss przypomina jednak, że każdemu z nas chodzi przede wszystkim o przedłużenie trwania własnych genów. A skoro tak, zabójstwo można ewolucyjnie uzasadnić: nie ma skuteczniejszej metody eliminacji tych, którzy temu planowi reprodukcyjnemu mogą zagrozić – rywali seksualnych albo rywali w walce o status, który przekłada się na szanse spłodzenia i utrzymania potomstwa. Buss zauważa, że także poczynania zbrodniarzy uznanych za zaburzonych mogą stać się zrozumiałe, jeśli przyjąć perspektywę ewolucyjną. Ted Bundy, ubogi Amerykanin porzucony przez dziewczynę z klasy średniej, zaczął zabijać kobiety podobne do byłej partnerki – w sumie zabił ich, według różnych źródeł, od 30 do 100. W ten sposób zapewnił sobie światowy rozgłos, osiągając swoiście rozumiany szczyt społecznej hierarchii. Jeszcze w trakcie procesu ożenił się, a potem spłodził córkę.
Czy jest tu miejsce na wyjaśnienie czynów Andersa Breivika? Norweg podobno żywo interesował się kobietami, ale – przynajmniej na razie – nie wiadomo, by miał jakąkolwiek partnerkę. Dzięki medialnym relacjom na swój temat dorobi się klubu wielbicielek – spotyka to niemal każdego słynnego przestępcę.
Niepewność
Prof. Mirosław Kofta, ekspert z dziedziny psychologii społecznej, uważa, że dobrą bazą do rozwoju osobowości masowego mordercy mogą być problemy z poczuciem własnej tożsamości: – Chodzi o ludzi, którzy nie do końca wiedzą, kim są, o co im chodzi, co jest dla nich ważne.
U niektórych przyczyną bywa zaburzony system rodzinny, wychowanie bez męskiego wzorca, potrzebnego, by się samookreślić (choć mnóstwo dzieci wychowanych w takich warunkach wyrasta na przyzwoitych ludzi). Skutkiem jest zawsze niepokój i niepewność, silna potrzeba, żeby ustalić, kim się jest, która może pchać człowieka w objęcia ekstremalnych ideologii. Choć znów: nie musi. Ktoś może zyskać tożsamość wstępując do wojska i zakładając mundur. Ktoś inny – zawrzeć małżeństwo, w którym pozostanie zależny od partnera. – O skłonności do przyjmowania konserwatywnych ideologii politycznych decydują dwie właściwości, które muszą jednocześnie wystąpić u tej samej osoby – kontynuuje prof. Kofta. – To podwyższony poziom lęku i pewna specyficzna konstytucja umysłu, która sprawia, że człowiek nie radzi sobie z niuansami, z niepewnością. Dąży do prostego, czarno-białego opisu rzeczywistości.
...[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

