Żakowski: Czy nadużyć w SKOK-ach nie da się rozliczyć?
Od dziesięciu lat wiemy, że w SKOK-ach narastają problemy. Ale przez tę dekadę nie udało się zajrzeć do środka. Wreszcie zajrzeliśmy i to, co się w środku pokazało, jest straszne.
David/Flickr CC by 2.0

To historia niesamowita. Na pierwszy rzut oka robi wrażenie historii wyborczej. Zawsze, jak rusza kampania wyborcza, rusza także jakaś afera.

Tym razem sprawa wydaje się jednak poważniejsza. Z kilku powodów. Przede wszystkim trwa już dwadzieścia lat. Od lat dziesięciu mniej więcej wiemy, że w SKOK-ach narastają problemy. Ale przez tę dekadę nie udało się zajrzeć do środka. Sprawdzić, co tam się dzieje.

Wreszcie zajrzeliśmy. I to, co się w środku pokazało, jest straszne.

Wszyscy znamy już podstawową narrację: Prawo i Sprawiedliwość chroniło SKOK-i, bo to jego zaplecze finansowe. Oczywiście prawdę tę próbuje się teraz odwrócić. Na przykład mówić, że oto SKOK-i były filią prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Czy ta niesamowita historia opowiada o transformacji? Czy o spisku politycznym, żeby wydoić ten naród?

Grzeszna bezkarność

Jak zauważyła prof. Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich, gdy w innych krajach sektor finansowy dopuszcza się poważnych nadużyć, to jest brutalnie karany. A w Polsce?

W kwestii kredytów frankowych banki kontynuowały swoją ryzykowną praktykę mimo licznych ostrzeżeń i wszelkich możliwości przewidzenia, jak to się skończy. Teraz historia SKOK-ów. Za każdym razem mówimy: tak bywa, trzeba z tym żyć. Być może należałoby z takim myśleniem wreszcie skończyć.

Mam wrażenie, że Polska odstaje od standardów obowiązujących w wielu państwach demokratycznych – pod względem poczucia nierozliczalności. To dotyczy także innych grup społecznych. Jest na przykład oczekiwanie, żeby rozliczać lekarzy za ich grzechy. Ale oni potrafią się przed tym bronić. Dziennikarze również należą do tego modelu.

Żelazna zasada - nie karać

Sektor finansowy jest jednak bardzo szczególnym miejscem. Kryzys pokazał, jak radykalnie wiele rządów i systemów prawnych potrafi sobie radzić z problemem odpowiedzialności tego sektora za zawinione błędy o bardzo poważnych konsekwencjach. Nawet wtedy, kiedy nie są one oczywistymi przestępstwami.

W Polsce wydaje się, że przyjęliśmy żelazną zasadę, iż w poważnych sprawach nie karzemy. Toczą się one tak długo, aż pies zdechnie albo pan umrze. Jeżeli kolejna sprawa się tak rozejdzie, zacznę się czuć jak idiota, że jeszcze nie kradnę.

 

Wypowiedź pochodzi z Poranka Radia TOK FM 

Czytaj także

Ważne w kraju

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj