Słowiański rap Donatana
Rodzimowierca z Taganrogu
Hit ostatnich miesięcy to pochwała słowiańszczyzny, wyrażona za pomocą amerykańskiej muzyki potomków niewolników przywiezionych z Afryki. Łatwiej to zrozumieć, gdy się pozna Donatana, autora płyty „Równonoc”.
Proces przeobrażania się Witolda Czamary w Donatana rozpoczął się w połowie lat 90.
Patryk Marchewka/Materiały prasowe

Proces przeobrażania się Witolda Czamary w Donatana rozpoczął się w połowie lat 90.

Ojciec Polak – umysł ścisły. Był wyróżniającym się uczniem, więc zaproponowano mu studia i doktorat na uniwersytecie w Rostowie nad Donem. Tam poznał swoją przyszłą żonę, Rosjankę studiującą na tej samej uczelni. Ich pierworodny syn Witek urodził się co prawda w Krakowie, 2 września 1984 r., ale rodzina większość czasu spędzała w Związku Radzieckim. – To były czasy, kiedy dużo się handlowało, przewoziło się różne towary z Rosji do Polski i z powrotem. Każdy się tym zajmował, tata też miał taką możliwość, więc korzystał – wspomina Donatan czasy, kiedy ojciec troszczył się o byt rodziny, a on wiódł beztroskie życie u boku matki i dziadków, w ich rodzinnym domu w Taganrogu. – To miasto nad Morzem Azowskim, jak na warunki rosyjskie nieduże, bo liczące 300 tys. mieszkańców. Jest tam trochę przemysłu, ale w Taganrogu się przede wszystkim odpoczywa, to miejsce rekreacji, bardzo spokojne, ciepłe.

Sielanka dobiegła końca na początku lat 90. Ojciec skończył studia i dostał propozycję pracy w Krakowie. Uważał zresztą, że jego ośmioletni już syn powinien chodzić do szkoły w Polsce. Żal było wyjeżdżać, choć nawet kilkuletni Witek zauważył, że w raju coś zaczyna się psuć. Upadał Związek Radziecki i pogranicze Ukrainy i Rosji do najbezpieczniejszych miejsc wówczas nie należało. – Lata (...)

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij