Kawiarnia literacka
Zwykła wycieczka do muzeum
O ósmej rano przyjechali autokarami lub prywatnymi busami. Jeszcze pełni wrażeń z Wawelu i Wieliczki, trochę zaniepokojeni historiami z krakowskiego Kazimierza.

Cali w przewodnikach, selfies i grupowych wybuchach śmiechu. W końcu zaraz zobaczą kolejne muzeum na swoim szlaku. Będzie jak zwykle: kolejka, bilet, głowa w prawo, głowa w lewo. Potem obiad w restauracji, kolejna atrakcja. Wycieczki wylewały się wręcz na dość spory placyk i rozpierzchały w poszukiwaniu toalet, picia i ławki do siedzenia.

Przed punktem informacyjnym zainstalowano zraszacze, w tym sezonie Polskę nawiedziły upały. Kilka zmyślnych szlauchów zawieszono na drągach. Wytwarzały delikatną mgiełkę, która spadała na plecy spoconych turystów. To był mój pierwszy gest niepatrzenia. Mgiełka wody od razu skojarzyła mi się z gazem rozpylanym nad głowami ludzi. Odrzuciłam od siebie ten obraz, uznając go za dowód przewrażliwienia. Taki moment, w którym wszystko nam się ze wszystkim kojarzy. Pewnie przez polskie imaginarium symboli. Piec, wagon, komin. But, brama, druty.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj