Recenzja książki: Mikołaj Grynberg, "Auschwitz. Co ja tu robię?"
Rozmowa o pamięci
Grynberg konfrontował się z pamięcią i traumą - fotografując.

Dokładnie w 65 rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau ukazała się niezwykła książka. Mikołaj Grynberg, znany fotograf, autor m.in. albumu „Dużo kobiet”, od dłuższego czasu jeździł do dawnego obozu. Rodzinna historia nie dawała mu spokoju. Konfrontował się z pamięcią i traumą fotografując, chodząc po śladach swojej babki. Ale to nie zdjęcia są tu najważniejsze (obóz jest częstym tematem dla fotografów). Grynberg przebywał tam przede wszystkim po to, by rozmawiać ze zwiedzającymi, pytać ich, dlaczego tu przyjechali. Sobie też ciągle zadawał pytanie: „Co ja tu robię?”.

Zapis tych rozmów też znalazł się w książce. Powstał album, graficznie bardzo ciekawy, w którym zdjęcia są jednak tylko pretekstem. I są zresztą dość nietypowe: widzimy bowiem detale, nieoczywiste widoki i niewyraźne, jakby poruszone, czarno-białe portrety rozmówców. Wypowiedzi nie są przypisane do konkretnych osób. To wszystko sprawia, że czytelnik przestaje być biernym odbiorcą, tylko również uczestniczy w tym projekcie-rozmowie.

To książka skierowana do tych, którzy odwiedzili obóz, ale i do tych, którzy tam się w ogóle nie wybierają, bo na przykład obawiają się swojej reakcji, wybuchu emocji albo uważają, że wszystko już wiedzą. Tymczasem temat nie jest zamknięty. W Polsce jesteśmy obciążeni pamięcią o Auschwitz i często od niej uciekamy. Auschwitz pozostaje ciągle nieprzepracowaną traumą. Album jest pierwszym etapem projektu fotografa, następnym będzie wystawa i program edukacyjny. Grynberg otwiera w ten sposób rozmowę o pamięci, która powinna się toczyć dalej. I to nie tylko przy okazji rocznicy.

Mikołaj Grynberg, Auschwitz. Co ja tu robię?, Fundacja Pauza, Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, Kraków-Oświęcim 2010, s. 240

 

Czytaj także

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj