szukaj
Recenzja książki: Mick Wall, „Lemmy”
Samotność antybohatera
Przedstawione w książce zespoły Lemmy’ego – Hawkwind i Motörhead – to zupełne zaprzeczenie mitu młodzieńczej przyjaźni i lojalności, w co tak chętnie chcieliby wierzyć fani.
materiały prasowe

Ian „Lemmy” Kilmister chyba najbardziej dosłownie spośród wszystkich gwiazd rocka ucieleśnił w swojej biografii sławetne hasło „sex, drugs & rock’n’roll”. Nie rozstawał się z używkami, partnerek miał ponoć ponad tysiąc, w dodatku nigdy się nie ożenił, a przede wszystkim w 1975 r. założył zespół Motörhead, symbol rockowego hałasu. I mogłoby się wydawać, że zmarły w grudniu zeszłego roku w wieku 70 lat basista to po prostu typowa dla swojego pokolenia postać rockmana używającego wolności bez ograniczeń. A jednak książka brytyjskiego dziennikarza muzycznego Micka Walla pokazuje bohatera o wiele bardziej subtelnie i o wiele mniej schematycznie. Lemmy jest tu oczywiście „dziecięciem wieku”, reprezentantem hipisowskiej generacji, która „nie chciała dorosnąć”, ale poza wszystkim jest intuicyjnie działającym realizatorem własnych marzeń o muzyce i wspomnianej wcześniej wolności. Za to wszystko trzeba było zapłacić, a ceną stała się samotność.

Mick Wall, Lemmy, przeł. Lesław Haliński, In Rock, Czerwonak 2016, s. 281

Książka do kupienia w sklepie internetowym Polityki.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną