Oxford po polsku
Tytułową sztukę potraktowano bardzo szeroko.

Mam zawsze uznanie dla przedsięwzięć pionierskich. A za takie wypada uznać tę obszerną publikację, przygotowaną siłami zaledwie ośmiu autorów i jednego recenzenta (prof. Paweł Tarnaczewski). Tytułową sztukę potraktowano bardzo szeroko, włączając także architekturę, folklor, archeologię, a nawet sztukę ogrodów. Ambitny zamysł sprawił jednak, że poszczególne noty – z konieczności – mają charakter dość lakoniczny. Dlatego też jest to wyśmienita publikacja dla ucznia liceum lub kogoś, kto chce mieć na półce ogólne kompendium wiedzy, ale już nie dla osoby, która np. regularnie uczęszcza na wystawy.

Lektura „Słownika sztuki” nieuchronnie nasuwa porównania z wydanym po polsku kilka lat temu, równie obszernym „Oksfordzkim leksykonem sztuki”. W tej konfrontacji krakowska publikacja dysponuje jednym niezaprzeczalnym atutem: w bardzo dużym zakresie uwzględnia to, co polskie. Autorzy wykazali się też znacznie większą inwencją w tworzeniu haseł przedmiotowych i problemowych. Ale gdy chcemy dowiedzieć się czegoś np. o Lucasie Cranachu czy technice mezzotinty, lepiej jednak sięgnąć po oksfordczyków.

Co do doboru haseł – dobrze, że znalazły się notki o Pawle Althamerze, Zbigniewie Liberze czy Wilhelmie Sasnalu, ale dlaczego nie dostrzeżono Artura Żmijewskiego, Katarzyny Kozyry, Moniki Sosnowskiej, o Jerzym Tchórzewskim, Janie Lenicy czy Stanisławie Dróżdżu nie wspominając. No i te proporcje. Wojciechowi Siudmakowi poświęcono 14 linijek tekstu (a w ogóle zasłużył na obecność?), podczas gdy Stefanowi Gierowskiemu – 10. Jeżeli będzie drugie wydanie (czego życzę), takie błędy trzeba koniecznie naprawić.
 

Słownik sztuki, praca zbiorowa, Krakowskie Wydawnictwo Naukowe, Kraków 2008, s. 621
 

   

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj