Wyluzujcie! – radzi Yundi Li finalistom Konkursu Chopinowskiego
Z muzyką Chopina jest jak z dzieckiem: trzeba się o nią stale troszczyć, ale w zamian dostarcza ci wciąż nowych wrażeń – mówi nam chiński pianista Yundi Li, zwycięzca Konkursu Chopinowskiego w 2000 roku i juror tegorocznej edycji, która rozpocznie się 1 października.

Mariusz Herma: – Jak wspomina pan dziś Konkurs Chopinowski?
Yundi Li: – Byłem zaskakująco zrelaksowany. W ogóle nie myślałem o tym, że mógłbym wygrać. Miałem przecież zaledwie 18 lat. Zależało mi tylko na tym, by zagrać jak najlepiej. Nagroda zaskoczyła mnie tak samo, jak późniejsze zamieszanie. Zaproszenia, wywiady, spotkania z oficjelami. Uczestnikom tegorocznej edycji poradziłbym więc: wyluzujcie! Nie myślcie o wygranej. Niech waszą jedyną ambicją będzie zagranie pięknego koncertu. A jurorzy zajmą się resztą.

„Od dawna dostrzegam podobieństwa pomiędzy kulturą polską i chińską, a także pomiędzy historią obu państw”.
Yundi Li/Facebook

„Od dawna dostrzegam podobieństwa pomiędzy kulturą polską i chińską, a także pomiędzy historią obu państw”.

Przed naszą rozmową odwiedziłem pekińskie Centralne Konserwatorium Muzyczne. Na tamtejszym wydziale pianistyki stoi tylko jeden pomnik: Chopina.
Dla mnie to oczywiste. Osobiście uważam go za największego geniusza w historii muzyki w ogóle. Ale dla każdego wydziału pianistyki będzie postacią centralną, bo koncentrował się w swej twórczości na fortepianie, podczas gdy inni współcześni mu kompozytorzy mieli zróżnicowany repertuar. Świadczyło to o jego wielkiej miłości do tego instrumentu, dzięki której zdołał tak wiele wnieść do romantycznej muzyki fortepianowej. I zarazem tak bardzo rozkochać w sobie publiczność ceniącą pianistykę.

Dziś miliony chińskich dzieci usiłują osiągnąć „Chopin level”, a trzy z czterech sprzedawanych na świecie fortepianów znajduje nabywców w pańskim kraju. Co pan sądzi o tym boomie fortepianowym? 
To rodzaj sinusoidy. Europa czy Stany Zjednoczone dawno temu przeżywały fortepianową hossę. Towarzyszył temu zresztą również szybki wzrost gospodarczy. Przed 30 laty podobną fascynację muzyką fortepianową przeżywała Japonia, a wkrótce potem Korea Południowa. Niemal każda rodzina w tym kraju miała w domu taki instrument. W tej chwili pianistyczny boom przeżywają Chiny. A ponieważ to ogromny kraj, skala tego zjawiska wydaje się bezprecedensowa.

Skąd bierze się ten pęd do fortepianów?
Fortepian to wspaniały instrument muzyczny, ale granie na nim służy także ogólnemu rozwojowi. Taka nauka wspomaga edukację w innych dziedzinach. A ponieważ Chiny rozwijają się tak szybko, uczniom stawia się coraz wyższe wymagania. Rodzice chcą zapewnić dzieciom jak najlepsze wykształcenie i dobry start w dorosłe życie. Za sporą pomoc w tym uznaje się właśnie naukę gry na fortepianie. A jej nieodłączną częścią jest oczywiście repertuar chopinowski. 

Przebojem książkowym w Chinach są listy słynnego pianisty Fou Ts’onga – gwiazdy Konkursu Chopinowskiego z 1955 roku – do jego ojca, poety i tłumacza. Co ciekawe, wspólnie odnajdują w nich analogie pomiędzy muzyką Chopina a chińską poezją.
Od dawna dostrzegam podobieństwa pomiędzy kulturą polską i chińską, a także pomiędzy historią obu państw. Dlatego przyjaźń pomiędzy naszymi krajami wydaje mi się naturalna i oczywista. A co do listów, po raz pierwszy czytałem je w dzieciństwie i bardzo mnie poruszyły. Fou Ts’ong opisuje w nich m.in. swoje przygotowywania do Konkursu Chopinowskiego w Warszawie. A przecież sam miałem wkrótce stanąć przed tym wyzwaniem.

Wiele mu zawdzięczam, ale nie tylko ja. Fou Ts’ong niejako otworzył Chiny na wielką pianistykę, zainspirował całe pokolenie do podjęcia nauki gry na fortepianie i zgłębiania zachodniej muzyki. Potem kolejni chińscy pianiści zaczęli osiągać sukcesy na szczeblu międzynarodowym, grając przede wszystkim muzykę Chopina. Powstały nawet specjalne konserwatoria, które koncentrowały się na jego twórczości.

„W Chinach naukę gry na fortepianie uznaje się za istotny element ogólnej edukacji”.
Yundi Li/mat. pr.

„W Chinach naukę gry na fortepianie uznaje się za istotny element ogólnej edukacji”.

Jak zaczęła się pańska relacja z Chopinem?
Od kaset. Kiedy miałem cztery lub pięć lat, dostałem taśmę z nokturnami Chopina. Słuchałem jej codziennie przed snem, niekiedy po kilka razy z rzędu. Nie grałem jeszcze na pianinie, tylko na akordeonie. Ale chociaż nie byłem w stanie zagrać Chopina, mimochodem poznawałem jego utwory. Gdy w końcu usiadłem przy klawiaturze w wieku siedmiu lat, mój pierwszy nauczyciel zdziwił się, że większość melodii Chopina mam już w głowie.

A potem zaczął pan poznawać samego Chopina. Jakim wydał się panu człowiekiem?
Zakochanym w fortepianie, ale także w Polsce. Uczucie to wypełniało jego duszę i tkwiło u korzeni twórczości Chopina. Był też skomplikowanym człowiekiem. Jego emocje, szczególnie związek z George Sand, szalenie go inspirowały. Wreszcie wypełniała go nadzieja. Wierzył, że jego ojczyzna odzyska swoją świetność. Ciało Chopina może było słabe, ale duch silny.

Złożoność osobowości Chopina potwierdza także dwojaki charakter jego utworów. Z jednej strony ich imponująca struktura. Nikt nie byłby w stanie tego skopiować.

No, może trochę udawało się to Skriabinowi?
Który otwarcie ubóstwiał muzykę Chopina... Ale tym fascynującym strukturom towarzyszy niebywała emocjonalność. Nauczyciele, którzy usiłują przekazać swoim uczniom wytyczne dotyczącego tego, jak grać Chopina, muszą mówić o uczuciach, rysować różnego rodzaju obrazy. W wykonywaniu jego muzyki najważniejsze są zatem dwie rzeczy: pewna przejrzystość, klarowność. Oraz to, aby fortepian śpiewał.

To znaczy?
Pierwotnie fortepian jest przecież instrumentem podobnym do perkusji. Wykorzystuje się przy nim dosyć podobną technikę. Chopin używał jednak fortepianu jak głosu ludzkiego. Wiemy, że był miłośnikiem opery – mimo że sam żadnej opery nie skomponował. Prawdopodobnie znalazł ujście dla tej pasji właśnie przy klawiaturze fortepianu. Wiele jego fraz brzmi tak, jak gdyby napisano je dla śpiewaka operowego.

Wielu nauczycieli fortepianu przyznaje, że Chopina najlepiej uczy się właśnie przy pomocy głosu.
Bo żeby dobrze śpiewać, musisz nauczyć się prawidłowo oddychać i gospodarować powietrzem. Tak aby wystarczyło ci oddechu do końca frazy. Zrozumieć logikę danej melodii. Kiedy i dlaczego się unosi, kiedy opada, gdzie ma swoją kulminację? O to właśnie chodzi w muzyce Chopina.

Gdy piętnaście lat temu przygotowywałem się do Konkursu Chopinowskiego, mój nauczyciel w kółko powtarzał właśnie: musisz sprawić, by fortepian śpiewał. Chopina da się oczywiście zagrać poprawnie na poziomie technicznym. Ale bez owej śpiewności – to nie będzie jego styl. To nie będzie Chopin.

„Kolejni chińscy pianiści osiągali sukcesy, grając muzykę Chopina. Powstały nawet konserwatoria, które koncentrowały się na jego twórczości”.
AP/EAST NEWS

„Kolejni chińscy pianiści osiągali sukcesy, grając muzykę Chopina. Powstały nawet konserwatoria, które koncentrowały się na jego twórczości”.

A jak pańskie rozumienie jego muzyki zmieniło się po zwycięskim udziale w Konkursie w 2000 roku?
Mam już prawie 33 lata, Chopin był w tym wieku już bardzo dojrzałym muzykiem. Głębiej rozumiem dziś strukturę jego utworów, lepiej radzę sobie z godzeniem wyśrubowanej techniki z emocjami Chopina. I na pewno moja fascynacja jego twórczością nie opadła w ciągu ostatnich 15 lat. Przeciwnie, jeszcze się pogłębiła.

Stale poszerzam swój repertuar chopinowski o kolejne utwory. A w tych, które gram od kilkunastu lat, nieustannie odkrywam niezauważone wcześniej uczucia, kolory, przebiegi. Z muzyką Chopina jest trochę jak z dzieckiem: ono cały czas rośnie. Jeśli się o nie troszczysz, w zamian cały czas dostarcza ci nowych wrażeń.

Sam pan utrzymuje cały czas kontakt z młodymi – czasem bardzo – muzykami. Tego lata grał pan chociażby z American Youth Orchestra.
W lipcu wystąpiliśmy w nowojorskiej Carnegie Hall, a później w Chinach. Orkiestrę tę polecił mi mój przyjaciel Tan Dun, słynny chiński kompozytor.

Którego w Polsce doskonale znamy z filmów „Przyczajony Tygrys, Ukryty Smok” czy „Hero”.
Pod kątem tegorocznej trasy zamówiliśmy u niego nowy utwór. Ale graliśmy także V koncert fortepianowy Beethovena oraz Symfonię Fantastyczną Berlioza.

Chiński pianista wspólnie z amerykańską orkiestrą wykonywał utwory z Niemiec i Francji.
Muzyka to niezwykle międzynarodowa sprawa. (śmiech) Mam nadzieję, że takie przedsięwzięcia wzmacniają relacje między różnymi kulturami. Mnie spotkania z młodszymi wykonawcami na pewno dają wiele energii. I wydaje mi się, że to działa w obie strony.

*

Dziękuję za pomoc w organizacji wywiadu Ambasadzie RP w Pekinie oraz Instytutowi Adama Mickiewicza.

Przeczytaj także: Jak gra Chopin w chińskiej duszy

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj