Jaką rolę odgrywały w PRL-u stewardesy
Kwiat Lotu
Rozmowa z Anną Sulińską, autorką książki „Wniebowzięte”, o stewardesach w PRL.
Stewardesy Lotu, 1968 r.
Edmund Uchymiak/PAP

Stewardesy Lotu, 1968 r.

Olga Święcicka: – „Jedno tylko pozostaje bez zmian – na każdej rekrutacji pojawia się zdecydowanie więcej chętnych, niż firma może przyjąć”. Biorąc pod uwagę zarobki, warunki pracy i kondycję współczesnych przewoźników, aż trudno uwierzyć, że zawód stewardesy nadal cieszy się takim powodzeniem…
Anna Sulińska: – Myślę, że to kwestia tajemnicy, jaką wciąż owiana jest ta profesja. Kiedy zaczynałam pisać reportaż, wiedziałam tylko, że na pokładzie samolotu oprócz pasażerów są piloci i zawsze idealnie umalowane, uśmiechnięte stewardesy. Czułam jednak, że pod perfekcyjnymi makijażami coś się kryje.

Od czego zaczęła pani ich zmywanie?
Od wpisania w Google „pierwsza polska stewardesa” i przetarcia oczu ze zdziwienia, kiedy nie wyskoczyło absolutnie nic. Okazało się, że trudne jest nawet ustalenie imienia i nazwiska tej pani, nie mówiąc o poznaniu jej życiorysu. W Bibliotece Narodowej nie było łatwiej, bo tam nawet nie istnieje hasło przedmiotowe „stewardesa”. Znalazłam książki wydane przez pilotów, wspomnienia nawigatorów, nawet radiooperatorów, a o dziewczynach nic.

Intrygująca sprawa.
Kontaktowałam się z Lotem, ale trudno było uzyskać jakiekolwiek oficjalne informacje o historii tego zawodu czy namiary na byłe stewardesy. Zaintrygowało mnie to i zaczęłam wypytywać znajomych. Okazało się, że siostra mojej koleżanki była stewardesą w czasach PRL.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną