Dlaczego koty lubią przebywać w księgarniach?
Są takie księgarnie, w których koty to stali goście, by nie rzec: domownicy. Dlaczego tak ciągnie je do książek?
Kot w księgarni
Jamie Anderson/Flickr CC by 2.0

Kot w księgarni

Kot na stosie gazet
Nelson/Flickr CC by 2.0

Kot na stosie gazet

Próbowaliśmy już ustalić, dlaczego koty lubią chować się w kartonach, mimo że te nie zawsze są dopasowane do ich gabarytów. Ba, najczęściej kartony okazują się za ciasne (więcej: tutaj). Ale kocich obyczajów, które człowiekowi trudno czasem pojąć, jest rzecz jasna znacznie więcej.

Oto kolejna zagadka – z jakiegoś powodu koty bardzo lubią przesiadywać i wałęsać się po księgarniach. Z czego zdaje sobie sprawę chyba każdy, kto te księgarnie od czasu do czasu odwiedza. Są takie miejsca – także w Polsce – gdzie można spotkać zawsze te same koty, przysypiające na regałach albo przyglądające się światu z perspektywy księgarnianych witryn. Kto ma księgozbiór w domu, tego nie dziwi, że koty próbują się wcisnąć między książki, przysnąć na półce, pobyć gdzieś w pobliżu wielkiej literatury. Przyzwyczajeni, że koty żyją po swojemu, machamy ręką na ich osobliwości. Tymczasem niektórzy podejmują próbę wyjaśnienia ich zachowania i wyciągają interesujące wnioski.

Taką próbę podjął na przykład Jason Diamond, publicysta portalu literackiego LitHub. Zawsze kiedy wchodzi do swojej ulubionej księgarni na Brooklynie, Diamond rozgląda się najpierw za kotem, któremu nadano imię Tiny. Tiny jest ponoć bardzo fotogeniczny i przymilny, ale jeśli klient szybko mu nie zaimponuje – traci zainteresowanie i wraca do spania na pobliskim stosie powieści.

Jason nie ma wątpliwości, że spośród najpopularniejszych udomowionych zwierząt – czyli psów i kotów – tylko te drugie czują się dobrze w księgarniach. „Jeśli jakaś księgarnia ma to szczęście, że kot zadomowił się na jej terenie, to trzeba założyć, że kot ten jest jej współwłaścicielem, kierownikiem, strażnikiem i opiekunem” – pisze Diamond. I dodaje półserio: płacąc za książki, przy okazji płaci się też kotu. Za to, że czuwa.

Koty bardzo do księgarń pasują – notuje publicysta. W odróżnieniu od psów (z całym szacunkiem dla psów!) potrafią przejrzeć człowieka na wylot. Mają badawcze spojrzenia i zdają się wiedzieć o nas więcej, niż przypuszczamy. Zmuszają do namysłu, spacerując między zakurzonymi tomiszczami i spoglądając nam przenikliwie w oczy.

Czasem tego nie doceniamy. Tak w eseju „O wiernym przyjacielu” pisała Virginia Woolf: „Wykazujemy się pewną bezczelnością, ale i ryzykanctwem, kiedy płacąc złotem i srebrem, kupujemy sobie zwierzęta i mówimy, że do nas należą. Trudno powstrzymać się przed myślą, co też sądzi o tych dziwnych konwenansach nasz milczący krytyk, wylegujący się na dywaniku przed kominkiem – mistyczna perska kotka, której przodkowie czczeni byli jako bóstwa w czasach, kiedy my, obecnie ich panie i panowie, pełzaliśmy jeszcze po jaskiniach i malowaliśmy sobie ciała na niebiesko” (przeł. Magda Heydel).

Koty na straży księgarń i książek

Jeśli więc założyć, że koty mają osobowość – nie powinno dziwić, że tak lubią księgarnie. Ale jak dodaje Diamond, to nie tylko kwestia osobowości. Otóż zamiłowanie do książek może być wpisane w… kocie DNA. Nie chodzi przy tym o czystą biologię, ale o rodowód tych czworonogów. Faktycznie – za Virginią Woolf – należałoby przywołać dawne czasy, kiedy za przyczynienie się do śmierci kota groziła, a jakże, kara śmierci. Czasy dawnego Egiptu, gdy koty czczono, ubierano w biżuterię, karmiono najlepszym jedzeniem, a niekiedy mumifikowano. Diamond przypomina, że opłakujący stratę kota golili sobie brwi w akcie najwyższej rozpaczy. Bogini Bastet zaś – opiekunka domowego ogniska i płodności – przybierała nierzadko kocią postać.

Koty udomowiono właśnie w Egipcie. Miały przeganiać szkodniki w domach i na polach, ale także… trzymać je z daleka od cennych zwojów i pierwszych pism. Niektóre czworonogi specjalnie w tym celu przeszkalano. Diamond pisze: „Trudno sobie wyobrazić rozwój cywilizacji bez kotów w czasach, gdy szkodniki były przyczynami chorób i głodu. Ale trudno też sobie wyobrazić, co by się stało z naszą wiedzą, gdyby koty nie stały na jej straży”. Koty w pewnym sensie bowiem stały na straży ważnych i świętych dokumentów, także w późniejszych wiekach. Aż dotarły do współcześnie nam znanych księgarń.

W XVIII wieku – notuje Diamond – cesarzowa Elżbieta Romanowa w Rosji wydała specjalny dekret. Szukała kotów zdolnych odstraszyć szczury. Czworonogi miały trafić do Państwowego Muzeum Ermitażu w Sankt Petersburgu i przeganiając szczury, strzec schowanego tam dziedzictwa. Wkrótce w innych europejskich krajach koty zaczęły pełnić tę samą funkcję – trafiając do bibliotek i księgarń, czyli między książki. Trzeba pamiętać, że pierwsze księgarnie otwierano właśnie w XVIII wieku. Kotom zaś wystarczała zawsze skromna rekompensata – regularnie podawany pokarm.

I jak już koty trafiły do księgarń, to już nigdy z nich nie wyszły – pisze Diamond. „Nie każda świetna księgarnia ma swojego kota, ale jeśli już ma – to właśnie kot czyni ją wyjątkową” – dodaje publicysta. Czasem to pierwszy powód, dla którego do księgarni w ogóle się wchodzi.

Czytaj także

Trendy, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj