Gluten to zabójca a odstawienie pszenicy jest drogą do zdrowia? Nie daj się nabrać!
Trucie o glutenie
Wydaj książkę, dorzuć garść celebrytów, rozkręć internetową histerię i daj biznesowi zarobić. To niezawodny przepis na nową, ale bezsensowną modę żywieniową.
Dlaczego gluten – obecny w ogromnej liczbie produktów żywnościowych od bardzo dawna – nagle znalazł się na cenzurowanym?
Adam Gault/Getty Images

Dlaczego gluten – obecny w ogromnej liczbie produktów żywnościowych od bardzo dawna – nagle znalazł się na cenzurowanym?

materiały prasowe

materiały prasowe

Monika Walecka

[Tekst ukazał się w tygodniku POLITYKA 17 lutego 2015 roku]

Coraz więcej punktów gastronomicznych oraz sklepów w Polsce, głównie z tzw. zdrową żywnością, reklamuje się daniami i produktami „bez glutenu”. A banery z ogłoszeniami typu: „Chleb bez mąki” przestają dziwić, szczególnie w dużych miastach. Czyżby nasz kraj dotknęła jakaś tajemnicza epidemia celiakii? Bo to ludzie cierpiący na tę autoimmunologiczną chorobę nie tolerują glutenu, czyli mieszaniny (w uproszczeniu) dwóch roślinnych białek – gluteniny i gliadyny – występujących m.in. w pszenicy, jęczmieniu lub życie. Dzięki nim ciasta zrobione z mąki pszennej tak świetnie rosną, pieczywo jest miękkie w środku, a makaron sprężysty.

Tylko że na celiakię cierpi zaledwie około procenta każdej populacji (także polskiej), a znacznie lżejsze alergie na gluten mogą dotyczyć 5–10 proc. ludzi (wielu z nich nie zdaje sobie nawet z tego sprawy). Tymczasem jedzenie bezglutenowe robi zawrotną karierę wśród osób niemających żadnych problemów zdrowotnych. A zwłaszcza w gronie wykształconych mieszkańców dużych miast, chłonących każdy nowy trend (rzekomo) zdrowego jedzenia.

Ta moda nie jest specyficznie polska i dotarła do nas z Zachodu, gdzie bezglutenowe szaleństwo rozkręca się już od kilku lat. Pod koniec 2012 r. amerykański tygodnik „Time” uznał dietę bezglutenową za jeden z dziesięciu najpopularniejszych trendów stylu jedzenia. Jak to zwykle bywa, światowi celebryci natychmiast jedni po drugich zaczęli publicznie wyznawać, że porzucają gluten, a więc przede wszystkim produkty oparte na pszenicy (gdyż to ona dominuje na świecie wśród uprawianych zbóż, dostarczając ludziom 20 proc. kalorii, i stanowi podstawowy składnik pieczywa, słodyczy, przekąsek, pizzy czy makaronów). W Stanach Zjednoczonych nawet jedna trzecia ankietowanych pragnie przejść na dietę bezglutenową. Moda dotarła także do Francji, gdzie zaczęto się zastanawiać, czy nie spowoduje poważnego kryzysu tradycyjnych bagietek i croissantów.

Bezglutenowe jedzenie stało się nawet przedmiotem kpin satyryków – poświęcony mu został cały odcinek popularnego (również w Polsce) i nieuznającego żadnych świętości serialu animowanego „South Park”. Żarty z nowej mody stroi sobie również świetny warszawski kabaret Pożar w Burdelu.

Dlaczego gluten – obecny w ogromnej liczbie produktów żywnościowych od bardzo dawna – nagle znalazł się na cenzurowanym? Wiele tropów prowadzi do wydanej cztery lata temu w Stanach Zjednoczonych książki „Wheat Belly” („Pszeniczny brzuch”), która szybko wskoczyła na pozycję numer jeden list amerykańskich bestsellerów (a w 2013 r. ukazało się jej polskie tłumaczenie „Dieta bez pszenicy”).

Lektura tego dzieła może czytelnika przerazić. Autor „Diety bez pszenicy” William R. Davis oskarża bowiem nie tylko gluten, stanowiący 80 proc. białek zawartych w ziarnach pszenicy, ale również inne składniki tego zboża o spowodowanie katastrofy, która niczym plagi egipskie spadła na USA i inne kraje. Pszenica ma rzekomo odpowiadać m.in. za epidemię otyłości, cukrzycę, autyzm, ADHD, trądzik, a nawet schizofrenię. Jak pisze w swojej książce Davis, zboże to „sięga praktycznie do każdego narządu organizmu, od jelit, wątroby, serca i tarczycy, aż po mózg. Prawdę mówiąc, nie ma narządu, na który nie mogłaby wpływać w jakiś potencjalnie szkodliwy sposób”. I dodaje: „Kiedy w samolocie nie możesz się ruszyć, bo miażdży cię 130-kilogramowy pasażer siedzący na sąsiednim fotelu, winę za to ponosi pszenica”.

Dzieje się tak, zdaniem Amerykanina, gdyż trucizna-pszenica m.in. uzależnia. Na skutek jej trawienia miałyby powstawać morfinopodobne związki, posiadające zdolność wiązania się w mózgu z receptorami opioidowymi. W ten sposób pobudzany zostaje układ nagrody, więc jedzenie pszenicznych produktów wywołuje stan lekkiej euforii. A kiedy pszenica nie zostanie dostarczona organizmowi, a przede wszystkim mózgowi, to 30 proc. ludzi (choć Davis nie podaje, skąd te dane wziął) doznaje zdecydowanie przykrych objawów narkotycznego głodu. I pałaszuje kolejną bagietkę, paczkę paluszków czy porcję spaghetti. „Tak jak przemysł tytoniowy wytworzył i utrzymał swój rynek dzięki uzależniającym właściwościom papierosów, tak samo spożywana pszenica sprawia, że głodny konsument jest bezradny” – przekonuje autor „Diety bez pszenicy”. Niebezpieczna może więc być nawet hostia pobłogosławiona przez papieża, bo „święta czy nie – to wciąż jest pszenica”.

Według Amerykanina wystarczy zatem wyrzucić z jadłospisu produkty oparte na tym zbożu, byśmy stali się „szczuplejsi, pełniejsi energii, myślący jaśniej. Ludźmi o zdrowszych jelitach, stawach i płucach”.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj