szukaj
Co rok z powodu chorób wywołanych smogiem znika w Polsce miasteczko. Ale premier nie widzi problemu
Więcej: za kilka tygodni rząd dopuści spalanie starych mebli w elektrowniach. Ministerstwo Środowiska zaktualizowało bowiem definicję tzw. drewna energetycznego.
Isengardt/Flickr CC by 2.0

Olivier Miche/StockSnap.io

Według danych WHO wśród 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w UE, aż 33 znajduje się w Polsce.
WHO

Według danych WHO wśród 50 najbardziej zanieczyszczonych miast w UE, aż 33 znajduje się w Polsce.

Podczas Barbórki w Jaworznie premier Beata Szydło zapowiedziała, że polska gospodarka pozostanie oparta na węglu. Nie brzmi to pocieszająco w kraju, coraz trudniej oddychać swobodnie.

Słowa pani premier stoją w kontrze do raportu, który wiosną opublikowała międzynarodowa organizacja WWF. „Ten raport obala doniesienia z sektora węglowego i rządów np. Japonii, Niemiec, Korei Południowej czy Polski, że wysokosprawne elektrownie węglowe są spójne z przeciwdziałaniem zmianom klimatu. Jest klarowne, że w świecie po porozumieniu paryskim po prostu nie ma miejsca dla węgla, niezależnie jak wydajnego” – komentował wtedy Sebastien Godinot, ekonomista europejskiego buira WWF.

Trujące powietrze wisi nad miastami i specjaliści zalecają niewychodzenie z domów dzieciom, osobom starszym i z różnymi schorzeniami. Podwyższony poziom zanieczyszczenia powietrza powoduje skok śmiertelności – częściej dochodzi do udarów mózgu, zawałów czy zatorowości płucnej. Zaostrzają się choroby przewlekłe, dzieci mają kłopoty z drogami oddechowymi. A to oznacza, że większość z nas powinna unikać powietrza, przed którym przecież nie ma dokąd uciec. Każdego roku z powodu chorób wywołanych toksycznym powietrzem znika w Polsce miasteczko – umiera 50 tys. ludzi.

Czym palimy w piecach?

Z niedawnego raportu Europejskiej Agencji Ochrony Środowska (EEA) wynika, że jednym z największych zagrożeń dla zdrowia są toksyczne substancje emitowane przez elektrownie węglowe, przydomowe piece – także te, w których spala się śmieci. Miażdżący dla Polski raport dostępny jest tutaj.

Bo fatalna jakość powietrza to także wina materiałów opałowych, z których korzystamy. A sezon grzewczy dopiero się zaczyna. Serwis BIQ Data publikuje mapę, która pokazuje, czym i gdzie najwięcej się trujemy. Po pierwsze, w wielu gminach centralnego ogrzewania pozbawiona jest nawet połowa mieszkań. Choć z tej zdobyczy cywilizacji korzysta blisko 90 proc. lokali w miastach i 70 proc. na wsi, to np. na ścianie wschodniej i na Śląsku nie jest ona standardem.

Widoczna jest też linia oddzielająca rejony oparte na centralnym ogrzewaniu od tych, które nadal korzystają z indywidualnych sposobów ogrzewanie domów – jest zbliżona do linii zaborowych podziałów. Na wschodzie i południu kraju sytuacja wygląda szczególnie niepokojąco.

Ale BIQ Data zwraca uwagę jeszcze na coś. Indywidualne ogrzewanie „w polskich warunkach niemal zawsze oznacza to ogrzewanie kotłem węglowym, ale już niekoniecznie węglem – każdy mieszkający na osiedlu domów jednorodzinnych sprzed 1989 ma przynajmniej jednego sąsiada, z którego komina wydobywa się dym o niepokojącym kolorze i zapachu”. Do kotłów wrzucamy na przykład stare meble i śmieci. W ostatnich latach mówiono głośno, że to i szkodliwe, i niebezpieczne. Nie brakowało też przykładów piętnowania takich zachowań. W pewnym momencie wstydem było palić w piecu byle czym.

Zielone światło dla palenia mebli

Ale teraz może się to zmienić. Za kilka tygodni rząd dopuści spalanie starych mebli w elektrowniach. Ministerstwo Środowiska zakualizowało bowiem definicję tzw. drewna energetycznego. A to oznacza, że do pieców – i do atmosfery – trafią zdezelowane meble, ze swoimi sękami, wypaczeniami i kilkoma warstwami starych lakierów i farb. Będą pochodzić nie tylko z naszych wysypisk i wystawek, bo Polska będzie mogą sprowadzać to paliwo także od naszych sąsiadów.

Dziś w dużych miastach standardem przed wyjściem z domu jest nie tylko sprawdzanie pogody, ale i prognozy zanieczyszczeń. Praktycznie codziennie dane są alarmujące. „Nieco lepiej będzie w Tarnowie i Nowym Sączu. Tam normy zostaną przekroczone dwukrotnie” – pocieszał kilka dni temu portal Onet.pl. Ale czy naprawdę mamy powody do zadowolenia?

Inną perspektywę przyjmują lekarze. Różne ich gremia (m.in. kardiologów, neonatologów, neurologów, pediatrów), a także stowarzyszenia chorych na alergię i astmę, apelowały ostatnio do ministra środowiska o ułatwienie dostępu do informacji o niebezpiecznych dla zdrowia stężeniu smogu. Wspierani przez Greenpeace, apelują o obniżenie granicy ogłaszania alertu smogowego. Teraz jest on ogłaszany, gdy poziom pyłu PM10 wynosi 300 mikrogramów na metr sześcienny – ale według zaleceń WHO maksymalne dopuszczalne dobowe stężenie pyłu PM10 to sześć razy mniej. Już wartość 100 mikrogramów „powinna być uznawana za stan wyjątkowy i skutkować alarmowaniem społeczeństwa o bezpośrednim zagrożeniu zdrowia. W Polsce oddychamy najbrudniejszym powietrzem w Unii Europejskiej”, mówią lekarze.

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj