Jaka przyszłość czeka polski transport rzeczny
Nie tędy woda
Ekonomiści przestrzegają: cud gospodarczy, który ma się dokonać za sprawą regulacji rzek, jest bardziej niż wątpliwy.
Mający propagować transport wodny pokazowy rejs barką udał się, ponieważ załadowano na nią puste kontenery.
Adam Warżawa/PAP

Mający propagować transport wodny pokazowy rejs barką udał się, ponieważ załadowano na nią puste kontenery.

W kwietniu br. wyruszył Wisłą z Gdańska do Warszawy 70-metrowy zestaw – pchacz i barka z 20 kontenerami oraz grupką pasażerów. Po drodze zawijali do wszystkich portów wiślanych. Były przemówienia, dyskusje o przyszłości żeglugi rzecznej, pokazy wyładunku i załadunku kontenera. „Niebieski kontener niczym jaskółka zmian” – pisał poetycko sprawozdawca „Dziennika Bałtyckiego” – gazety, która od kilku lat prowadzi akcję na rzecz przekształcenia Wisły w autostradę wodną.

Organizatorzy rejsu tłumaczyli: chcą pokazać, że da się tędy żeglować, że Wisła może być „ekonomicznym, ekologicznym i bezpiecznym szlakiem transportowym, którym popłyną towary z portów trójmiejskich”. Zawartością kontenerów się nie chwalono. Były puste. Inaczej nie dałoby się pokonać trasy.

Barki idą na dno

W propagandowe przedsięwzięcie zaangażowali się samorządowcy z nadwiślańskich województw. Niezależnie od opcji politycznej. Od lat chodzą wokół tematu. I teraz liczą pieniądze, które rząd PiS zamierza wydać na – jak się to nazywa – użeglowienie głównych polskich rzek. Chodzi o ok. 80 mld zł, a może i więcej (m.in. na Odrę z Kanałem Śląskim – 30,7 mld zł, na dolną Wisłę – 31,5 mld zł, na połączenia: Odra–Wisła – 6,5 mld zł, Wisła–Brześć – 8,1 mld zł). Na przykład marszałek kujawsko-pomorski Piotr Całbecki spodziewa się, że żegluga wiślana może dać jego województwu nawet 100 tys.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj