Łódź nieodkryta
Miasto obiecane
Przyjdzie czas, kiedy o Łodzi przestanie się mówić jako o mieście upadłym, polskim Detroit. Już niedługo.
Łódź współczesna, ulica Piotrkowska.
Piotr Kamionka/Reporter

Łódź współczesna, ulica Piotrkowska.

Gdyby Łódź zniknęła z mapy Polski, prawdopodobnie nikomu poza mieszkańcami (a i to nie wszystkimi) by jej nie brakowało. Symptomatyczne, że to do niedawna drugie, a teraz trzecie miasto w Polsce, nie występuje nawet na mapach pogody w wieczornych dziennikach telewizyjnych. Jak głosi slogan ukuty przez łódzkiego animatora kultury Krzysztofa Candrowicza, jest to „ostatnie nieodkryte miasto w Polsce”. W znacznej mierze – także przez samych łodzian.

Łódź jest jak jedna ze swoich licznych kamienic: nieremontowana od lat, piękna, zabytkowa fasada, zapuszczone podwórko, żuleria w bramie, w środku cały przekrój społeczny – pracownicy fizyczni, naukowcy i artyści obok siebie w chaotycznie wydzielonych mieszkaniach. – Głównym elementem tożsamości Łodzi była przedsiębiorczość – zauważa związany z nią publicysta Sebastian Rybarczyk. – Teraz Łódź nie ma żadnej tożsamości. Skutecznie zabił ją komunizm. To miasto poczekalnia, wszyscy stąd uciekają – mówi Rybarczyk. Problemem jest też nieustanny drenaż elit przez Warszawę. – Tu zostają tylko ci, którzy nie mogą wyjechać albo są w tym mieście zakochani. Nie ma znaczącego teatru ani pisma literackiego, żadnego poważnego tygodnika, istotnych twórców kultury można policzyć na palcach jednej ręki. Ludzie zdolni stąd wyjeżdżają i rzadko wracają.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj