Co oznacza wynik brytyjskich wyborów dla unijnej integracji
Puszka Davida
Nie takiego wyniku wyborów w Londynie życzyła sobie Angela Merkel.

Jak większość unijnych przywódców, zmęczonych roszczeniową postawą Wielkiej Brytanii i groźbami Brexitu, w ubiegły czwartek wypatrywała przegranej Davida Camerona. Brytyjczycy nie tylko nie odwołali premiera, ale dali mu jeszcze silniejszy mandat na kolejne pięć lat – w tym carte blanche do renegocjacji warunków członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii.

Sytuację w Europie po zwycięstwie Camerona można więc czytać na dwa sposoby. Pierwszy głosi, że problemy z Londynem się skończyły – Partia Konserwatywna skonsumowała eurosceptyczny elektorat UKIP, poparcie Brytyjczyków dla integracji odbiło się od dna, a Cameron nie chce zostać zapamiętany jako ten, który wyprowadził brytyjski sztandar z sal posiedzeń w Brukseli. Zamiast żądać otwarcia unijnych traktatów zadowoli się pomniejszymi zmianami, a następnie sprzeda kompromis swoim wyborcom, a ci odrzucą pomysł wyjścia z Unii. To interpretacja z Europy kontynentalnej, która nie docenia wagi, jaką Brytyjczycy przywiązują do politycznych obietnic.

Druga szkoła głosi, że problemy z Londynem dopiero się zaczęły i niebawem przerodzą się w ciężki kryzys Unii. Z samodzielną większością w Izbie Gmin Cameron nie jest już uciążliwym awanturnikiem, który podbija eurosceptycznego bębenka, by podratować sondaże – mówiąc oględnie, brytyjski premier ma dziś silniejszą legitymację wyborczą niż kanclerz Niemiec czy prezydent Francji.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj