Wysoki Trybunał zaciąga hamulec w sprawie Brexitu. Konsekwencje orzeczenia są jak trzęsienie ziemi
Wysoki Trybunał Sądowniczy Anglii i Walii orzekł, że rząd brytyjski nie może wszczynać procedury opuszczenia UE z pominięciem parlamentu.
Theresa May
UK Parliament/Jessica Taylor/Flickr CC by 2.0

Theresa May

Sąd stanął na stanowisku, że zajmuje się kwestią prawną, a nie polityczną. Kwestia prawna polega na tym, czy rząd może bez zgody parlamentu brytyjskiego negocjować z Unią Europejską warunki Brexitu, czyli opuszczenia struktur UE przez Wielką Brytanię.

Grupa obywateli, którzy byli przeciwko Brexitowi, zapytała o to Trybunał. I Trybunał odpowiedział: nie. Rząd nie może podejmować takich działań bez aprobaty parlamentu brytyjskiego, bo byłoby to naruszeniem jego konstytucyjnej suwerenności w państwie.

Sprawa zelektryzowała Brytyjczyków i Europę. Konsekwencje orzeczenia są jak trzęsienie ziemi. Przede wszystkim dla rządu premier Theresy May, która zapowiada od dawna, że chce zacząć rokowania z Brukselą w sprawie opuszczenia UE nie później niż w marcu 2017 r. May zapewniała, że wynik referendum w sprawie Brexitu zostanie uszanowany.

Czy decyzja sądu opóźni Brexit?

Decyzja sędziów bardzo komplikuje życie rządowi, bo stawia pod znakiem zapytania nie tylko terminarz, ale też meritum, czyli treść negocjacji. Jeśli bowiem rząd poszedłby w tej sprawie do parlamentu, to musiałby się liczyć z tym, że posłowie zgłosiliby uwagi. Mogliby nacisnąć na rząd, by zmienił założenia negocjacji na miększe. Mogłoby dojść do ostrej debaty zakończonej wezwaniem do dymisji rządu i przyspieszonych wyborów.

Liczbowo rządzący konserwatyści prawdopodobnie daliby radę przegłosować w parlamencie poparcie dla planów May. Ale premier musiałaby działać szybko. Tymczasem zapowiada złożenie odwołania od orzeczenia do Sądu Najwyższego, co może się okazać błędem politycznym, bo przedłuża brexitowskie spory, a na dokładkę sugeruje, że rząd nie jest gotowy skonfrontować się z parlamentem, a może w ogóle chce go odsunąć w tej sprawie na bok.

To w ojczyźnie parlamentaryzmu zachowanie samobójcze. Na Wyspach podnoszą się wprawdzie głosy, że orzeczenie jest bez sensu, bo najważniejsza jest wola narodu wyrażona w czerwcom referendum i od jego decyzji nie ma odwrotu. Jednak parlament jest demokratyczną reprezentacją tegoż narodu i ma prawo dyskutować o wszystkim i podejmować decyzje we wszystkich sprawach. Dlatego nawet niektórzy polityczni sprzymierzeńcy May nie byli zachwyceni perspektywą wniesienia przez nią odwołania od decyzji Trybunału.

Tak czy owak po tej decyzji artykuł 50. może poczekać na aktywację o wiele dłużej, niż chciałby rząd. To dobra wiadomość dla części biznesu brytyjskiego i międzynarodowego, ale też dla tych obywateli UK, którzy nie głosowali za Brexitem (a była ich prawie połowa). Na razie z Brexitu zrobił się „pół-Brexit”.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj