Janusz Reiter: Trump nie zabije amerykańskiej demokracji
Ten wybór nie jest triumfem, ale też nie jest końcem amerykańskiej demokracji – uważa były ambasador Polski w USA.
Janusz Reiter, były ambasador Polski w USA
Piotr Drabik/Flickr CC by 2.0

Janusz Reiter, były ambasador Polski w USA

„Make America great again” – główne hasło wyborcze Donalda Trumpa
m01229/Flickr CC by SA

„Make America great again” – główne hasło wyborcze Donalda Trumpa

Protest przeciwników Donalda Trumpa
Fibonacci Blue/Flickr CC by 2.0

Protest przeciwników Donalda Trumpa

Agnieszka Zagner: – Ameryka wybrała Donalda Trumpa. Spodziewał się pan takiego wyniku?
Janusz Reiter: – Prawdę mówiąc do końca w to nie wierzyłem, chociaż rozum mówił mi, że wygra Hillary Clinton, ale to, co po angielsku nazywamy guts, czyli brzuch, podpowiadał, że może wygrać Trump. Jak to często bywa, rozum przegrał z brzuchem.

Czym Trump przekonał „brzuchy” Amerykanów?
Kilka tygodni temu „New York Times” zamieścił artykuł o zwolennikach Trumpa w stanie Kentucky. Z wypowiedzi tych ludzi wynikało jedno – oni nie mają wobec niego żadnych złudzeń, ale mimo to będą na niego głosowali, bo uważają, że w Ameryce musi stać się coś spektakularnego, by dokonała się zmiana. Nie twierdze, że to był ich główny motyw wyborców Trumpa ale na pewno jeden z ważniejszych – wstrząśnięcie systemem, wszystkim dookoła. Trump świetnie tę potrzebę odczytał. Dla tych, którzy potrzebowali wstrząsu, Clinton była zbyt konwencjonalna. Obiecując im zmianę, była w tym zupełnie niewiarygodna, przeszkodą była jej cała kariera, która wzbudzała ludziach czekających na szokową zmianę głównie sceptycyzm, reprezentowała tradycyjne elity, głuche na potrzeby zwykłych ludzi.

Czyli mówiąc – nieco po polsku – Amerykanie wybrali terapię szokową i „dobrą zmianę” zamiast „ciepłej wody w kranie”?
Wybrali szok, nie otrzymując żadnego dojrzałego, gotowego pomysłu na to, jaką zmianę otrzymają w w jego wyniku. To okazało się nieistotne. Wystarczyło, że Trump odczytał nastrój Amerykanów. On nawet nie musiał się specjalnie przejmować tym, że nie ma spójnej odpowiedzi na pytanie, na czym ta zmiana będzie polegała. Różni ludzie mogą sobie różnie tę zmianę wyobrażać, a nawet zdawać sobie sprawę, że wyobrażenia o niej są wewnętrznie sprzeczne. Potrzeba wstrząsu była silniejsza niż obawa, że ta niespójność może uniemożliwić spełnienie wyborczych obietnic.

Czy Trump sklei Amerykę

„Zmiana” to popularny chwyt w różnych wyborach. To dzięki temu hasłu Barack Obama wygrał wybory w USA 8 lat temu i w Polsce też dokonała się „dobra zmiana”. W czym ta „zmiana” Trumpa okazała się lepsza? Wystarczyło, że obiecał im, że „Ameryka znów będzie wielka”?
Ta „wielkość Ameryki” nie jest jakąś miarą statystyczną, nie wyraża się w liczbach. Ona jest raczej stanem ducha, sposobem postrzegania Ameryki. Co ważne dla nas, ta „wielkość” Ameryki ma być budowana wewnątrz kraju, a nie w świecie. Trump obiecywał, ze zwróci Amerykę jej obywatelom, sugerując, że zaangażowanie USA w świecie, polityczne i gospodarcze, odbywało się kosztem samych Amerykanów. Interwencje zagraniczne były w jego wywodach jakąś kosztowną ekstrawagancją starych elit, a otwarty rynek wymysłem wielkich korporacji, bogacących się równie gwałtownie, jak wykrwawiała się klasa średnia i robotnicy. Czy Trump zamknie rynek amerykański przed chińską konkurencją? Na pewno nie tak radykalnie, jak zapowiadał, ale Ameryka nie będzie już, jak dotychczas, głównym orędownikem wolnego handlu w świecie. A wiec nawet jeżeli zmiana nie będzie tak głęboka, jak to wynikałoby z haseł wyborczych, korekta polityki jest nieunikniona.

Dawno żaden polityk nie obraził tak wielu grup społecznych, nie wywołał podziału we własnej partii, by wygrać wybory. Teraz Trump ogłasza, że chce zasypywać podziały. Czysta hipokryzja? Jak chciałby to zrobić?
Nie wiem, jak Trump chce lub może to zrobić. Wprawdzie praktyka rządzenia różni się często od obietnic wyborczych, ale nie wyobrażam sobie, że Trump–prezydent będzie robić wszystko całkowicie odwrotnie wobec tego, co zapowiadał jako Trump–kandydat na prezydenta. Ten agresywny, brutalny styl nie był maską, którą on założył na czas kampanii wyborczej. On taki był miedzy innymi w interesach. Sądzę, że zdaje sobie sprawę, że Ameryka, tak głęboko podzielona i trwająca w takim podziale, może stać się państwem trudnym lub nawet niemożliwym do rządzenia, a to musi interesować nowo wybranego prezydenta. Trump jako prezydent nie może zignorować grup, które na niego nie głosowały, nie zdradzając tych, którzy go poparli. Rewolta w USA nie jest wynikiem krachu gospodarczego, ale niezadowolenia dużej części społeczeństwa, którą uważa, że nie ma sprawiedliwego udziału w podziale dóbr i oczekuje nie tylko wyższych dochodów, ale tez wyższego poziomu satysfakcji społecznej. To wszystko brzmi jak kwadratura kola, ale w polityce tak często bywa. Nie wiem, na razie pokazał, że świetnie potrafi odczytywać nastroje społeczne. Efekt wstrząsu na długo nie starczy.

 „Nieprzewidywalny”, „bez doświadczenia politycznego” – to najczęściej pojawiające się określenia nowego prezydenta USA. Mimo to Trump wygrał wybory. Może to nie ma większego znaczenia?
To dość poważny problem, choć teoretycznie można go nieco złagodzić przez odpowiedni dobór doświadczonych doradców. Niestety w otoczeniu Trumpa nie ujawniło się zbyt wielu doświadczonych ludzi, a co gorsza ujawniło się paru takich, którzy nie mają zbyt dobrej reputacji. Brak doświadczenia to jednak tylko część problemu. Trump na pewno skorzysta z jakiejś części republikańskiego establishmentu, który podchodził do niego z rezerwą, ale teraz zaakceptuje go również dlatego, ze chce wywierać wpływ na jego politykę. Trump nie ma najwyraźniej ukształtowanych poglądów na sprawy polityki międzynarodowej. On ma odruchy i to pochodzące z jego praktyki w biznesie. W taki sposób nie da się uprawiać polityki zagranicznej i Trump to z pewnością zrozumie, ale jego skłonność do emocjonalnych, ekscentrycznych reakcji może być utrudnieniem w kontaktach ze światem, a jego okazywana dotychczas pogarda dla wszelkich uznanych reguł polityki będzie, zwłaszcza na początku, budzić niepokój. To wszystko nie miałoby większego znaczeni, gdyby nie chodziło o prezydenta USA, najpotężniejszego mocarstwa świata.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj