Koncerny nafowe kontra wielorybnicy
Ropa niezgody
Kto wygra to starcie?

 

 
Jad Mouawad pisze dla "International Herald Tribune" o prawdopodobnie ostatnich wielorybnikach na Alasce.

Każdego lata i jesieni Inuici, rdzenni mieszkańcy jałowego północnego brzegu Alaski, biorą swoje łodzie ze skór fok i działka harpunnicze - i wyruszają na łowy. Zabijanie wielorybów jest celebrowane we wszystkich wsiach, a kapitanowie dzielą połów z krewnymi i sąsiadami. Muktuk, surowa skóra i tłuszcz wieloryba, jest cennym smakołykiem. Ale właśnie teraz ten tradycyjny sposób życia wszedł w konflikt z jedną z najpilniejszych światowych potrzeb: znalezieniem nowych złóż ropy.

Royal Duch jest zdeterminowany, by zacząć eksploatować wielkie rezerwy leżące tuż poza brzegiem Alaski. Administracja Busha popiera pomysł i dała firmie pozwolenia na dzierżawę dna morskiego, które oddają do ich dyspozycji obszar wielkości województwa mazowieckiego.

Te dzierżawy mogą okazać dużo ważniejsze niż zakończone niepowodzeniem odwierty w Arctic National Wildlife Refuge (Arktycznym Narodowym Sanktuarium Przyrodniczym), choć zwróciły dużo mnie uwagi. Według niektórych szacunków ilość ropy na dnie morza przy brzegach Alaski może przekraczać rezerwy występujące w całych Stanach Zjednoczonych, choć niejasne jest, ile z niej można będzie rzeczywiście wydobyć. Shell chciał się tego dowiedzieć, ale spotkał się z niespotykanym przymierzem inuickich wielorybników i działaczy ochrony środowiska, którzy złożyli przeciw niemu pozew w amerykańskim sądzie. Argumentują oni, że głośnie wiercenie przy brzegu Alaski może zakłócić szlaki migracyjne wala grenlandzkiego, uniemożliwiając Inuitom połów przydzielonej im ilości 60 ssaków.

Rdzenne społeczności nie są całkiem przeciwne wydobyciu i produkcji ropy. Przeciwnie, wiele z nich czerpie z tego korzyści. Gmina North Slope, gdzie mieszka 10 tys. czyli większość Inuitów z Alaski, zawdzięcza większość swojego 98-milionowego budżetu (w dolarach) z podatku z nabrzeżnych operacji związanych z ropą. Lokalne korporacje również odnoszą gros biznesowych korzyści z usług świadczonych dla przemysłu związanego z ropą naftową. Przywódcy lokalnych społeczności tkwią w potrzasku między chęcią zachowania tradycyjnych polowań na wieloryby, a ekonomiczną koniecznością wpuszczenia przemysłu na nowe tereny.

"To okropny dylemat", mówi Edward Itta, szef samorządu w North Slope, który jest przeciwny planom odwiertów Shella. „Bezsprzecznie potrzeby energetyczne Ameryki rosną i coś się musi stać. Ale to dylemat: sposób życia kontra inne wartości. Nasz sposób na życie ma swoją wartość. Nikt nie przeliczy tego na dolary i centy."

Rząd amerykański szacuje, że zasoby ropy na Alasce wynoszą około 27 mld baryłek. Wystarczy na zaspokojenie potrzeb Ameryki na trzy lata, o ile wypompuje się ropę do ostatniej kropli - co jest mało prawdopodobne. Kontrowersje wokół North Slope są tylko najbardziej widocznym sygnałem nowej fali inwestycji związanych z ropą na Alasce.

Kiedy geologowie Stella odkurzyli stare sejsmiczne pomiary w 2005 roku, koncern zaczął agresywnie zabezpieczać swoje prawa do dzierżawy przy brzegach Alaski, za które zapłacił około 80 mln dolarów, przebijając konkurencję.

Marvin Odum - w Shell odpowiedzialny za interesy prowadzone na terenie obu Ameryk - mówi, że jego firma szanuje prawa rdzennej ludności i będzie prowadzić bezpieczne odwierty w Morzu Beauforta, nie przeszkadzając wielorybom i wielorybnikom. Firma zaoferowała, że zaprzestanie odwiertów w sezonie łowów i będzie monitorowała trasy migracyjne za pomocą najnowocześniejszego sprzętu. Ale w kwietniu grupy ochrony środowiska wspólnie z North Slope i Alaska Eskimo Whaling Commission oddały sprawę do sądu i uzyskały nakaz, by Stell zaprzestał odwiertów do czasu rozstrzygnięcia sprawy.

Odum spędził trzy dni obserwując polowanie na wieloryby. Doświadczenie, jak powiedział, dało mu „intuicyjne zrozumienie" znaczenia wielorybnictwa dla rdzennych narodów Alaski. W geście pojednania z Inuitami Shell zapowiedział, że wyda kilka milionów dolarów na projekty rozwoju lokalnej społeczności w North Slope. Dał już np. 250 tys. dolarów na program naukowy i inżynieryjny dla Uniwersytetu Alaski, z którego skorzystają rdzenni studenci.

Oponenci twierdzą jednak, że Shell wszedł do Alaski zbyt agresywnie, zaskoczył Inuitów skalą operacji i nie zrobił wiele, by się z nimi porozumieć. „Sprawa sądowa to sposób na zwrócenie uwagi na nasze obawy", powiedział Itta.

Ale nie wszyscy tutaj postrzegają Shell jako zagrożenie. Richard Glenn wiceprzewodniczący Arctic Slope Regional Corporation, największej eskimoskiej firmy, mówi, że przemysł wydobywczy jest decydujący dla dobrobytu rdzennych społeczności. Jego firma prowadzi szereg przedsięwzięć związanych z energią i budownictwem i redystrybuuje wśród Eskimosów ponad 200 mln dolarów zysku rocznie.

  

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj