Marek Henzler
20 lipca 2010

Polsko-ukraiński szlak naftowy

Od szejka do Szwejka

Ropę, zwaną u nas skałolejem, czerpano i wykorzystywano od wieków. Ale dopiero wydestylowanie z niej nafty dało początek przemysłowi naftowemu. W połowie XIX w. gorączka naftowa ogarnęła Galicję. Warto wybrać się na wędrówkę trasą pamiątek po jednym z pierwszych w świecie naftowych zagłębi, na szlak od Gorlic po Lwów.

Pomysł szlaku naftowego, tyle że od Jasła do Lwowa, przez Krosno i dawne borysławskie zagłębie, narodził się w woj. podkarpackim. Wywołało to protest gorliczan, dziś mieszkańców woj. małopolskiego. Szlak powinien zaczynać się w ich mieście, gdzie Ignacy Łukasiewicz zapalił pierwszą w świecie uliczną lampę naftową. Gorliczanie mówią, że na stolicę polskiej nafty wykreowano Krosno, bo w tej okolicy urodził się były I sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka, który za młodu pracował jako ślusarz w krośnieńskiej rafinerii, a potem, już jako związkowiec i członek KPP, organizował strajki naftowców w Drohobyczu i Borysławiu.

Skałolej cieknący

O występowaniu naturalnych wycieków ropy w okolicach Gorlic wiedziano od stuleci. Z dokumentu z 1530 r. wynika, że Seweryn Bonar, podskarbi Zygmunta Starego i zarazem starosta z Biecza, poszukując złota we wsi (nomen omen) Ropa, natknął się na ropę, która zalała mu kopalnię. Na królewskim dworze do starosty przylgnęło wtedy powiedzonko: „Ten, co w Ropie złota szukał, smołą się opłukał”. Prawdopodobnie też tu, około 1814 r., ks. Stanisław Staszic widział wydobywanie – jak pisał – „skałoleju cieknącego”. Ropy z naturalnych wysięków używano w medycynie ludowej, do zmiękczania skór, smarowania i konserwacji metalowych narzędzi itd. Władze austriackie w 1810 r. ropę naftową uznały za surowiec podlegający tzw. regale górniczemu, na którego wydobycie trzeba było mieć zezwolenie.

Najstarsi mieszkańcy Podkarpacia pamiętają okryte plandeką wielkie wozy, które regularnie zajeżdżały do ich wsi. – „Maazi, maazi! Komu trzeba mazi, niechaj z domu wyłazi”, wołali powożący nimi maziarze – mówi Tomasz Zając, propagator maziarskiego szlaku. – Nie madziarskiego od Węgier, lecz maziarskiego – od mazi – podkreśla. Co to za szlak?

Łemkowie od wieków, destylując na sucho drewno w ziemnych kopcach, pozyskiwali m.in. terpentynę, dziegieć (brunatną ciecz o właściwościach bakteriobójczych, używaną do leczenia chorób skórnych u ludzi i zwierząt), a także maź (substancję o konsystencji smaru, do konserwacji i smarowania osi drewnianych wozów). Zauważyli też, że maź można otrzymać po podgrzaniu i zagęszczeniu „skalnego oleju”, czyli ropy, która zbierała się w naturalnych zagłębieniach. Od wody oddzielano ją, wkładając tam końskie ogony lub wiązki splecionej trawy, które potem wyżymano do wiader.

Od wiosny do późnej jesieni setki maziarzy z Łosia koło Gorlic (tu mieszkało ich najwięcej) w swoich sklepach na kółkach wędrowało z dziegciem i mazią aż na Siedmiogród w dawnym cesarstwie austro-węgierskim i na daleką Ukrainę, Litwę i Łotwę, w carskiej jeszcze Rosji. Z czasem ci wędrowni detaliści zaczęli też sprzedawać smary (czyli mazie) produkowane w podkarpackich rafineriach. Po II wojnie światowej handel ropopochodnymi zmonopolizowało państwo i nielicznych już maziarzy od dawnych rynków zbytu odcięły nowe granice z ZSRR i Czechosłowacją. Handel mazią upadł, a dziś tradycje destylacji drewna i ropy przez Łemków stara się przypomnieć grupa hobbystów. Po drogach w okolicach Łosia maziarski wóz jeździ nie z beczkami dziegciu i mazi, lecz turystami. Jedzie się, słuchając opowieści przewodnika o maziarzach i czyhających na nich beskidnikach (zbójcach). Odwiedzić można m.in.: starą kuźnię i gospodarstwo Romana Penkały w Bielance (na miejscu pokaz produkcji dziegciu), prawosławne i greckokatolickie cerkwie, muzealną zagrodę maziarską w Łosiu (wozy, beczki, próbki ropy i mazi, dokumenty i stroje maziarzy), łyżkarza z Nowicy, wyrabiającego drewniane łyżki na ręcznej sznurkowej tokarce, i skansen w Szymbarku. Wizyta tu to dobry wstęp do wędrówki.

O przemysłowej przeróbce gorlickiej ropy mówić można od czasu uruchomienia przez księcia Stanisława Jabłonowskiego w Kobylance fabryki asfaltu, używanego wówczas nie do budowy dróg, ale uszczelniania dachów. Surowiec do produkcji pochodził m.in. z uruchomionej w styczniu 1852 r. przez księcia własnej, pierwszej w świecie, kopalni ropy Pusty Las w Siarach, w czym wyprzedził on Ignacego Łukasiewicza. Popyt na ropę, zwłaszcza gdy nauczono się destylować z niej naftę, szybko rósł i na podgorlickich polach za pomocą łopat i kilofów drążono coraz więcej ropnych studni, zwanych kopankami. Miały one kształt kwadratu o boku ok. 1,5 m i ściany szalowane balami z drewna. Z czasem zaczęto je drążyć za pomocą świdrów udarowych, odkuwających na dole szybu skalny urobek, wydobywany na powierzchnię specjalną łyżką, a parowe lokomobile zaczęły wspomagać ludzką siłę.

Gorlickie złoża już się wyczerpały i dziś rzadko spotkamy tu naftowe trójnogi czy kiwony, zwane też konikami. Pamiątki z okresu boomu na ropę gromadzi muzeum regionalne PTTK i powstające przy dawnych kopalniach skanseny: w Gorlicach (Magdalena) i w Sękowej. W Gorlicach przy rynku możemy obejrzeć kamienicę (dziś ratusz), w której była apteka, gdzie pracował Łukasiewicz, i zajść na skrzyżowanie ulic Kościuszki i Węgierskiej, przy którym w 1853 r. zapalił on pierwszą w świecie uliczną lampę naftową.

W latach PRL akcentowano wyzysk robotników przez galicyjskich naftowych magnatów i zacierano pamięć o ich zasługach na niwie społecznej, nie eksponowano zasług innych – poza Łukasiewiczem – pionierów przemysłu naftowego. Postacią wartą przypomnienia jest Władysław Długosz (1864–1937). Urodził się w Krakowie w rodzinie sędziego i po studiach technicznych w 1887 r. trafił na praktykę do Siar pod Gorlicami, gdzie przeszedł wszystkie stanowiska, od pomocnika kowala po kierownika kopalni. Po 9 latach konkurów ożenił się z córką właściciela Siar – Kamilą Dembowską. Nie dorobił się na inwestowaniu w gorlicką ropę i podjął się wiercenia szybów w firmie Bergheim i Mac Garvey. W 1896 r. w Borysławiu na głębokości 900 m pierwszy dowiercił się do obfitych złóż ropy. Mac Garvey awansował go na dyrektora borysławskich kopalń, ale Długosz szybko stał się samodzielnym i bogatym nafciarzem. Został posłem do austriackiej Rady Państwa i ministrem ds. Galicji. Olbrzymie dochody pozwoliły mu odkupić dobra teścia w Siarach i przebudować jego dwór na reprezentacyjny eklektyczny pałac w stylu wiedeńskiej secesji.

W II RP był senatorem z listy PSL Piast i prezesem Państwowej Rady Naftowej. Z polityki wycofał się po zamachu majowym, ale dalej inicjował i sponsorował budowę szkół, domów ludowych i internatów. Z jego środków odbudowano m.in. zniszczony podczas I wojny zabytkowy kościół p.w. św. Filipa i Jakuba w Sękowej (dziś razem z kościołem w Binarowej, też niezbyt odległym od Gorlic, jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO – oba warte obejrzenia).

Senator spoczywa na cmentarzu w Sękowej w monumentalnym mauzoleum z piaskowca (wzorowanym na greckiej świątyni) o podstawie 10,5 m x 14 m, którego górną część otacza 18 doryckich kolumn. Spokoju Długoszów strzegą kamienne lwy. Ze schodów mauzoleum, na nieodległym wzgórzu, dostrzec można ich pałac w Siarach. Stoi w pięknym parku z ogrodową architekturą: okazałą pergolą, fontannami, rzeźbami, stawem itp. Po wojnie była tu m.in. stadnina koni huculskich, a potem ośrodek szkoleniowo-wypoczynkowy dla pracowników rolnych.

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Autorzy POLITYKI

»

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną