Archiwum Polityki

Słodka włoszczyzna

Ramazzotti, Bocelli, Drupi, Cutugno i Celentano. Polacy słuchają włoskiej muzyki, chociaż TVP od dawna nie pokazuje festiwalu w San Remo. Dla Włochów – już od 55 lat – to wielkie wydarzenie narodowe.

Włoski temperament od zawsze łączony był z muzyką i śpiewem. Śpiewa barman podczas robienia kawy, fryzjer przy strzyżeniu, karabinier gwiżdże pod nosem. Zresztą, przyjrzyjmy się premierowi Berlusconiemu: multiinstrumentalista (fortepian, gitara, kontrabas), szansonista (śpiewa również po francusku i rosyjsku, choćby „Oczi cziornyje” w duecie z Putinem), wreszcie autor tekstów (pisze również w dialekcie neapolitańskim).

Mało co tak zaspokaja zapotrzebowanie Włochów na rodzimą muzykę jak festiwal w San Remo.

Polityka 8.2006 (2543) z dnia 25.02.2006; Kultura; s. 65