Archiwum Polityki

Konie baby chłopy

Dwie baby robią w tym lesie: Baśka i Kaśka. Trochę narwane, ale oczy ufne. Bez nich nie byłoby pracy dla pilarzy. I żyć nie byłoby za co. Dwudziesty pierwszy wiek, a tutaj wszystko wróciło w stare koleiny: ani koń bez człowieka, ani człowiek bez konia.

Kaśki i Baśki żal. Właściwie nie wiadomo, której bardziej. Baśka, matka Kaśki, naderwała ścięgno, wyciągając pień z bagien, i teraz to na Kaśkę spadła cała robota. Kaśka tyra, lecz protestuje, kiedy ją rankiem wyprowadzają ze stajni. Tak jakby już wiedziała, że sama jedna, pół lasu obrabiając, nie pociągnie długo. Że przy takiej pracy sześć miesięcy i koniec: albo noga złamana, albo zerwane ścięgno. Które raz zerwane, niebawem zerwie się znowu. A potem targ lub transport do Włoch, czyli rzeźnia.

Polityka 8.2006 (2543) z dnia 25.02.2006; Na własne oczy; s. 100