Archiwum Polityki

Monsieur Dyzma

Bernard Tapie to dla jednych kabotyn, aktorzyna oraz specjalista od ciemnych interesów, dla innych sympatyczny, ludyczny Dyl Sowizdrzał, gawędziarz, cwaniak, który w pewnym momencie po ludzku pobłądził. Właśnie odsiedziawszy wyroki objął ponownie marsylski klub piłkarski Olimpic. Na razie w charakterze szefa sportowego, czyli osoby odpowiedzialnej za kształt personalny drużyny.

Olimpic i perypetie z nim związane były jedynie drobnym fragmentem spraw, które w połowie lat 90. pociągnęły go na dno. Tapie wraca teraz z banicji, z charakterystycznym samochwalnym wigorem. I jak zwykle cokolwiek buńczucznie zapowiada powrót wielkiej piłki do Marsylii, gdzie taki renesans byłby mile widziany. Po odejściu Tapiego nastały tam bowiem chude lata. Paryżanie powiadają o Marsylczykach, że twarzą odwróceni są ku Morzu Śródziemnemu, a plecami (konkretnie ich dolnym zwieńczeniem) w stronę reszty kraju.

Polityka 20.2001 (2298) z dnia 19.05.2001; Społeczeństwo; s. 97