Archiwum Polityki

Smród nasz powszedni

W Polsce smród to zjawisko równie powszechne jak wstydliwe. Eufemistycznie określane jako „przykra woń”, „brzydkie zapachy” czy „zepsute powietrze”. Na co dzień psują nam powietrze zakłady przetwórstwa mięsa, ryb i utylizacyjne, fermy, lakiernie, papiernie, kipiące szamba, wysypiska, źle zaprojektowane oczyszczalnie ścieków, publiczne ustępy. Niedawno zamknęliśmy 18 obszarów negocjacji z Unią Europejską na temat ochrony środowiska, wywalczywszy aż 9 okresów przejściowych. Ten sukces oznacza przedłużenie naszym zakładom czasu trucia i smrodzenia. Dlaczego wstydliwie pomija się smród w polskich przepisach udając, że nie ma on na nas negatywnego wpływu? A może wszyscy, łącznie z ustawodawcą, wierzymy w stare powiedzenie: „od smrodu jeszcze nikt nie umarł”?

Smród, z punktu widzenia nauk medycznych, w zasadzie nie istnieje – twierdzi dr Jan Pastor z Zakładu Higieny i Epidemiologii Akademii Medycznej w Gdańsku. Jednak różnego pochodzenia odory mogą zagrażać zdrowiu człowieka. Ale jak ustalić dopuszczalne dla ludzkiego środowiska stężenie w powietrzu czegoś, co – jak się powszechnie sądzi – fizycznie nie istnieje?

Maciej Ardziejewski, pełnomocnik właściciela największego i najnowocześniejszego w Polsce zakładu utylizującego zwierzęce odpady poubojowe i poprodukcyjne w Uśnicach k.

Polityka 46.2001 (2324) z dnia 17.11.2001; Raport; s. 3