Archiwum Polityki

Mam pamięć tylko do cyfr

Janina Paradowska, Jacek Żakowski: – Jak się pan czuje?

Jan Kulczyk: – Jak może się czuć człowiek po takich atakach...

Pytamy o zdrowie.

Wolę o swoim zdrowiu nie mówić, bo nie chcę, żeby moi handlowi partnerzy pomyśleli...

Pytanie, panie prezesie, jest takie: czy pan naprawdę jest chory, czy się pan schował w klinice? Jak pan ujawni diagnozę, rozwieje pan wątpliwości. To jest wiadomość, na którą Polska czeka pewnie bardziej niecierpliwie niż na prognozę pogody.

Wczoraj miałem robioną koronarografię. To jest inwazyjne badanie, którego nie robi się ot tak.

Pana adwokat, prof. Widacki, mówi „Gazecie”, że Jan Kulczyk nie wrócił do Polski: „...bo poczuł się zagrożony wypowiedziami członków komisji”. Jaka jest prawdziwa przyczyna?

Zagrożenia były artykułowane tak mocno i tak często, że każdego świadka można by zastraszyć.

A na czym polegało pana złe samopoczucie?

Prawie zemdlałem wychodząc z „Financial Timesa”... Ale, proszę państwa, przecież to nie z powodu mojego zdrowia są te wszystkie problemy.

Czy będzie pan mógł przyjechać na przesłuchanie 30 listopada?

Zrobię wszystko, żeby stawić się...

A co mówią lekarze?

Mówią, że jest ryzyko.

I je pan podejmie?

Tak jak podjąłem je lecąc ze Stanów, chociaż miałem jednoznaczną opinię lekarza, by nie latać samolotem. Jestem zdecydowany wrócić.

Nie rozważa pan takiej przyszłości jak Bierezowski, który osiadł w Londynie, żeby nie wracać do Rosji?

Polska nie jest takim krajem jak Rosja. W Polsce jest demokracja. Ja się nie boję polskiej demokracji, nie boję się polskich urzędów ani polskiej komisji.

Przy dzisiejszym transporcie medycznym człowiek musi być umierający, żeby się całkiem nie nadawał do lotu samolotem z Londynu do Warszawy.

Polityka 47.2004 (2479) z dnia 20.11.2004; Rozmowa Polityki; s. 19
Reklama